Długa przerwa w załogowych lotach kosmicznych. Na wadze prestiż USA i bezpieczeństwo astronautów [ANALIZA]

Niedziela, 21 Maja 2017, 17:28
Niedziela, 21 Maja 2017, 17:28
Niedziela, 21 Maja 2017, 17:28
Niedziela, 21 Maja 2017, 17:28
Niedziela, 21 Maja 2017, 17:28
Niedziela, 21 Maja 2017, 17:28

Amerykański program załogowych lotów kosmicznych wciąż kształtują tragedie z 1986 i 2003 roku. Obie wiązały się z wkalkulowanym w profesję astronauty ryzykiem i obie stanowiły rezultat nadmiernej presji politycznej na NASA, która nie szła w parze ze zwiększaniem nakładów na bezpieczeństwo. Cienie katastrof Challengera i Columbii długo jeszcze nękać będą decydentów w Waszyngtonie. Najlepszy dowód tego stanowi decyzja NASA i Białego Domu, w rezultacie której przerwa w lotach załogowych pod egidą Agencji z całą pewnością przekroczy dekadę.

Polityka załogowych lotów kosmicznych

Ceną polityczną katastrofy Columbii było wycofanie ze służby floty wahadłowców po zakończeniu rozbudowy Międzynarodowej Stacji Kosmicznej w 2011 r. Od tego czasu trwa amerykańska przerwa w załogowych lotach kosmicznych. NASA wozi astronautów na sfinansowaną przez siebie Międzynarodową Stację Kosmiczną na pokładach rosyjskich Sojuzów – oczywiście nie za darmo – co w sposób właściwy tymczasowym rozwiązaniom znacznie się przedłużyło.

Barack Obama, poprzedni prezydent Stanów Zjednoczonych, wyszedł z założenia, że budżet federalny wymaga pilnych oszczędności, zaś zaplanowaną na maksymalnie cztery lata przerwę w lotach na ISS szybko zażegnają prywatne firmy w ramach programu Commercial Crew Development. Wkrótce po objęciu urzędu anulował więc program Constellation George'a Busha czyli plan budowy nowej generacji pojazdów kosmicznych przeznaczonych do lotów poza niską orbitę okołoziemską. Interwencja Kongresu ocaliła tyle, ile ocalić się dało w czasach kryzysu z permanentnie niedofinansowywanego programu. Efektem tego są ciężka rakieta nośna SLS i oraz kapsuła załogowa Orion MPCV.

Amerykańskie loty załogowe pozostają uziemione, choć na horyzoncie majaczą powoli terminy ukończenia SLS/Orion, a SpaceX i Boeing szykują się na zaplanowane na koniec 2017 r. bezzałogowe testy swoich pojazdów kosmicznych. Jeśli coś się nie powiedzie – czego nie da się wykluczyć przy tak eksperymentalnych technologiach – NASA może być zmuszona korzystać z usług Rosjan jeszcze w 2019 r.

Taką sytuację zastał Donald Trump, obejmując w styczniu urząd prezydenta USA.

Donald Trump jak do tej pory wydaje się być zaskakująco przychylny programowi kosmicznemu. Fot. NASA/Bill Ingalls

 

Donald Trump kontra załogowe loty kosmiczne

Administracja Trumpa oraz republikański Kongres zdają się w pełni rozumieć powyższą niezręczność i jej negatywne skutki dla prestiżu Stanów Zjednoczonych, supermocarstwa kosmicznego. Pojawiły się sugestie, aby zbadać możliwość użytkowania państwowego Oriona w lotach na ISS do czasu wdrożenia wciąż niepewnych projektów komercyjnych i przyśpieszyć tym samym uniezależnienie się USA od dobrej woli Rosji. W lutym – niedługo po zaprzysiężeniu – oficjalnie zlecono NASA opracowanie studium ratowania sytuacji w związku z lotami załogowymi. Rezultaty ogłoszono w ubiegłym tygodniu.

Agencja miała dokonać ewaluacji zaplanowanej na koniec przyszłego roku misji EM-1: inauguracyjnego lotu ciężkiej rakiety nośnej Space Launch System w konfiguracji „towarowej”, na której zostanie zamontowana okrojona wersja kapsuły Orion. EM-1 (Exploration Mission 1) od początku nadano charakter bezzałogowej próby generalnej części systemów Oriona. Ludzie mieli skorzystać z pojazdu dopiero w ramach zaplanowanej na 2023 r. misji EM-2. Nowa administracja jednak zleciła NASA sprawdzenie, czy istnieje możliwość przekwalifikowania EM-1 – innymi słowy, wsadzenia na pokład kapsuły astronautów i szybkiego ogłoszenia powrotu Ameryki do lotów załogowych. Opcja ta została jednak odrzucona

Konieczność kupowania przelotów na ISS od Rosji w 2017 r. coraz bardziej wadzi Amerykanom. Fot. NASA/Aubrey Gemignani

 

Drobna korekta bez większych zmian

Konferencję z udziałem p. o. szefa NASA Roberta Lightfoota i jego odpowiedzialnego za program załogowy zastępcy Billa Gerstenmaiera zorganizowano w piątkowe popołudnie, czyli tradycyjną w Stanach Zjednoczonych porę ogłaszania wiadomości, które powinny ulec przez weekend rozmyciu i wyciszeniu. Przedstawicielom mediów trudno jest wówczas uzyskać komentarze członków Kongresu czy pracowników Białego Domu. Pojawiają się one dopiero w poniedziałek i wtorek, kiedy temat przestaje być gorącym newsem. Podobną sztuczkę zastosowano choćby przy okazji ogłoszenia kontrowersyjnej bushowskiej National Space Policy z 2006 r.

Lightfoot i Gerstenmaier wyjaśnili lakonicznie, że NASA jest co prawda przygotowana technologicznie na wyzwanie rzucone przez Biały Dom, jednak pozostanie przy oryginalnych planach z uwagi na znaczne koszty (szacowane na 600-900 mln dolarów) i konieczność przesunięcia zmodyfikowanej EM-1 na co najmniej pierwszy kwartał 2020 r. Szczegółów nie ujawniono, zasłaniając się regulacjami ITAR, dotyczącymi technologii istotnych dla obronności państwa.

Będą więc dwie misje: najpierw bezzałogowa EM-1, a kilka lat później załogowa EM-2. Dokładnie tak, jak zakładano, z jedną tylko różnicą – EM-1, zgodnie z rekomendacjami po przeprowadzonym niedawno w NASA audycie, odbędzie się nie wcześniej niż w 2019 r. Konkretny termin zostanie podany, gdy Agencja oceni wpływ strat wywołanych tornadem w Luizjanie i innymi wypadkami na harmonogram produkcji głównego stopnia SLS.

Zmiana jednego terminu automatycznie przesuwa drugi z uwagi na wykorzystanie w nich różnych górnych stopni rakiety nośnej. Misje muszą dzielić 33 miesiące – chyba że NASA uda się opracować plan znacznego skrócenia niezbędnej przebudowy infrastruktury naziemnej w Centrum Lotów Kosmicznych na Florydzie. Wychodzi więc na to, że EM-2 wystartuje najwcześniej w 2022 r., 11 lat po pożegnalnym locie wahadłowca Atlantis.

Czytaj też: NASA: pierwsza misja "rakiety marsjańskiej" bez załogi

Z lewej konfiguracja na misję EM-1, z prawej na inne misje. Różnica w rozmiarach wymaga przebudowy infrastruktury startowej. Ilustracja: NASA

 

Długie cienie Challengera i Columbii

Przekwalifikowanie misji EM-1 na załogową z pozoru brzmi prosto. Okrojona wersja Oriona i tak poleci na grzbiecie rakiety SLS, więc równie dobrze można przyśpieszyć nieco prace i zamontować brakujące systemy, a następnie wsadzić na pokład ochotników. Szkopuł w tym, że dokonanie takiej roszady wywróciłoby do góry nogami wieloletnie harmonogramy NASA w trakcie ich realizacji.

Dla przykładu, na LAS (Launch Abort System), system odłączający i oddzielający Oriona od uszkodzonej rakiety nośnej – którego zabrakło w projekcie wahadłowców, co było jedną z przyczyn śmierci załogi Challengera – składają się trzy silniki. Na EM-1 miał być w pełni gotów tylko jeden, bez którego nie mogłaby się ona odbyć. Dwa pozostałe, niezbędne do ewakuacji załogi, planowano przetestować w ramach innej misji. Gdyby astronauci jednak mieli polecieć, wszystkie silniki musiałyby być zainstalowane, sprawne i gotowe w razie konieczności do ratowania ludzkiego zdrowia i życia.

Jakkolwiek waszyngtońscy decydenci nie chcieliby przyśpieszyć daty powrotu do lotów załogowych, ciąży na nich dziedzictwo dwóch transmitowanych na żywo tragedii narodowych. Inauguracyjny lot SLS będzie natomiast za pośrednictwem internetu oglądać o wiele więcej widzów, chcących być świadkami historycznego wydarzenia. Mówimy wszak o nowej generacji pojazdów kosmicznych, które mają zabrać ludzi poza obszar niskiej orbity okołoziemskiej po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat.

Amerykańska opinia publiczna co do zasady akceptuje, że profesja astronauty wiąże się z ryzykiem, a wypadki od czasu do czasu się zdarzają – przy założeniu, że władze robią absolutnie wszystko, by do nich nie dopuszczać. Katastrofa Challengera była ogromną traumą, ale powypadkowe śledztwo miało zagwarantować, że czynniki natury politycznej, które do niej doprowadziły, zostaną wyeliminowane. Po tragedii Columbii okazało się, że coś zrobiono, ale widać nie dość wiele, bowiem wyliczone w raporcie następnej komisji śledczej przyczyny systemowe nie uległy zmianie. Katastrofę bezpośrednio spowodowało co prawda uszkodzenie osłony pojazdu podczas startu, lecz załogę zabiła postawa polityków: lata niedofinansowania programu mimo tragedii Challengera, zbyt częste zmiany priorytetów, zbyt napięte harmonogramy oraz brak spójnej wizji przyszłości załogowych lotów kosmicznych.

Prezydent Reagan przemawia na ceremonii upamiętniającej załogę Challengera. Dla dziennikarzy wzniesiono specjalną platformę. Fot. NASA

Prawdziwe powody negatywnej decyzji

Zmiana charakteru EM-1 jawi się w tym kontekście jako recepta na kolejną powtórkę z historii. Misji tej nigdy nie przewidywano jako załogowej. Umieszczenie na pokładzie astronautów wymagałoby znacznego zastrzyku finansowego dla NASA choć to nie pieniądze są podstawowym wyzwaniem biorąc pod uwagę, że Kongres był ostatnio dość szczodry dla NASA. 

Prawdziwym problemem byłoby kilkuletnie przyśpieszenie prac nad systemem podtrzymywania życia w kapsule, wykorzystanie w załogowej EM-1 szeregu komponentów nieprzeznaczonych do lotu z ludźmi na pokładzie i wreszcie odbycie tego lotu na nieprzetestowanej rakiecie nośnej – czyli de facto daleko idąca liberalizacja procedur bezpieczeństwa.

Dragon 2 jeszcze nie może latać na ISS, ale już przyciąga uwagę kosmicznych turystów zainteresowanych podróżą na orbitę wokół Księżyca. Fot. SpaceX

Z uwagi na genezę tandemu SLS/Orion i wystarczająco już kompromitującą przerwę w lotach załogowych, Amerykanie nie mogą sobie politycznie pozwolić na katastrofę podczas inauguracyjnego lotu pojazdów NASA. Byłyby to idealna pożywka propagandowa dla licznych nieprzyjaciół USA czy administracji Trumpa oraz blamaż prestiżowy, zakończone w dodatku publicznym poszukiwaniem winnych, oskarżeniami o zmarnowanie niewyobrażalnych pieniędzy podatników i uziemieniem astronautów na kolejne lata.

Waszyngton ewidentnie nie jest gotów ponieść takiego ryzyka. Może rzeczywiście lepiej jest dmuchać na zimne, godząc się z kolejnym opóźnieniem, które w skali dekady i tak nie zrobi ogromnej różnicy? Zwłaszcza że jeśli powiodą się bezzałogowe testy, w przyszłym roku na ISS zabiorą pierwszych astronautów dwa pojazdy: Dragon 2 firmy SpaceX oraz wyprodukowany przez Boeing CST-100 Starliner, odsuwając uwagę opinii publicznej od problemów Agencji oraz niewygodnej kwestii human spaceflight gap.

Czytaj też: Załogowe loty kosmiczne USA. Kiedy przełamanie impasu? [ANALIZA]

Katarzyna Stróż

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

15 komentarzy

tym razem zaciekawiony Poniedziałek, 29 Maja 2017, 23:57
W dniu 25.05.2017 roku z wyrzutni nr 4 na platformie nr 43 kosmodromu Plesiecku wystartowała rakieta nośna Sojuz-2.1b z wojskowym satelitą Kosmos 2518. Start odbył się bez żadnych problemów. Następnie od trzeciego stopnia rakiety oddzielił się blok przyspieszający Fregat. Po kilku godzinach satelita trafił na zaplanowaną orbitę okołoziemską Nieoficjalnie wiadomo, że umieszczony dziś na orbicie Kosmos 2518, to drugi satelita systemu wczesnego ostrzegania EKS. Satelitę nowej generacji 14F142 Tundra zbudowała Korporacja systemów kosmicznych specjalnego przeznaczenia "Komieta" przy współpracy z NPO im. Ławoczkina. Pierwszy satelita z tej serii, EKS-1 (Kosmos 2510), został umieszczony na orbicie 17.11.2015 roku. Cały rosyjski system kosmicznego rozpoznania ma obejmować 10 satelitów.
Davien Wtorek, 30 Maja 2017, 18:33
Czyli w końcu zaczęli wymieniać swoje satelity wczesnego ostrzegania przed atakiem balistycznym, choc w tym tempie to im zajmie jeszcze kilkanaście lat jak będa wysyłac jeden co dwa lata. łącznie satelitów EKS jest planowanych 6 sztuk, ciekawe jakie będą te 4 pozostałe.
nordx Czwartek, 25 Maja 2017, 22:00
Rosyjski program kosmiczny leży i kwiczy. Nic nowego nie opracowali od lat 80'tych. W badaniach układu słonecznego i kosmosu nie osiągnęli nic od czasów wysłania Vegi.
wyścig w kosmos Poniedziałek, 22 Maja 2017, 14:32
Kolejny sposób aby wykończyć wowké.
fan_club_Daviena Poniedziałek, 22 Maja 2017, 15:07
jak na razie to wowka się śmieje i swoją koalicje wystrzeli wcześniej niz amerykanie EM-2
Davien Poniedziałek, 22 Maja 2017, 20:03
Czym ja wystrzeli jak ich jedyna rakieta latająca obecnie czyli Sojuz nie da rady tego unieść. Więcej realizmu, Mniej Sputnika polecam:))
rozbawiony wiadomo kim i czym Środa, 24 Maja 2017, 22:10
Ze swojej strony natomiast zalecam zdjęcie przysłowiowych różowych okularów przy czytaniu o aktualnych "dokonaniach" NASA.
To naprawdę powód wielkiej frustracji Jankesów, gdy nie są się w stanie samodzielnie wysyłać astronautów na orbitę okołoziemską.
Polecam ponadto stosować zdecydowanie mniej propagandowych sloganów, a przynajmniej spróbować przytaczać więcej argumentów merytorycznych... ;-)
Davien Sobota, 27 Maja 2017, 9:32
I znowu zaczynasz fantazje jak ci się argumenty kończą:)) Może tak prosta odpowiedż , zakładając że masz jakakolwiek wiedzę : Podaj jaka rakieta ma wynieść Federację, bo obecnie Rosja nie ma żadnej by ta mogła choc na LEO poleciec, a na wyzsze orbity to nie będzie też w przyszłości miała.
PS Jak Rosja robi za taksówkarza dla USA to po co maja się spieszyc, zwłaszcza że Orion NIE jest przeznaczony do lotów na ISS, ale musiałbys mieć jakąś wiedzę na ten temat...
Dav Piątek, 26 Maja 2017, 8:54
Znowu:)) Moze zamieść w końcu jakieś argumenty, bo jak widzę zdecydowanie ci ich brakuje. NASA znalazło sobie taksówkarza, który dalej niż LEO nie poleci i w spokoju sobie dopracowuje Oriona, który NIE jest przeznaczony do lotów na ISS, ale tego ci w gotowcu jak widzę nie podali. Na ISS maja latać Dragon 2 i pojazd Blue Origin, ale musiałbys miec jakaś wiedze ... Proste pytanie:) Podaj mi choc jedna rosyjska rakietę która jest w stanie wynieść ponad 12 ton na GTO by Federacja mogła poleciec poza LEO. Podaj mi choc jedna obecnie latającą rakietę która wyniesie ten statek na LEO? Czekam na odpowiedz, tylko merytorycznie bo z tym u ciebie kiepsko:))
maqq Poniedziałek, 22 Maja 2017, 7:21
Nazywanie "eksperymentalnymi technologiami" rozwiązań, które były znane w czasach Gemini i Apollo, to lekka przesada. Kapsuła to kapsuła - pod względem funkcjonalnym rewolucji tu nie ma.
bender Poniedziałek, 22 Maja 2017, 13:34
No nie, Orion to pierwsza kapsula do lotow w gleboki kosmos od czasu Apollo i pierwsza od czasow promow kosmicznych pozwalajaca na zabranie tylu ludzi. Technologi i nowinek, ktore maja byc wykorzystane w Orionie jest naprawde sporo.
maqq Wtorek, 23 Maja 2017, 13:17
I dlatego jest określany jako Apollo na sterydach - większa kapsuła i nic poza tym.
Zresztą sam Orion nie jest w stanie lecieć jako statek marsjański, bo jest wielkości psiej budy.
dar Poniedziałek, 22 Maja 2017, 11:59
Z artykułu wynika, że nie ma przesady bowiem są nowe rozwiązania w kwestii podtrzymania życia, a zwłaszcza awaryjnego oddzielenia kapsuły od rakiety i bezpiecznego sprowadzenia jej na Ziemię. Nie porównujmy Syreny 102 do współczesnego Volvo, bo i to i to samochód oparty na rozwiązaniu kabiny pasażerskiej na czterech kołach napędzanych silnikiem (a więc rozwiązań jeszcze przedwojennych) ale jednak zasadniczo odmiennych od siebie.
maqq Wtorek, 23 Maja 2017, 13:20
System ucieczkowy jest nowy, ale nie różni się zasadniczo od analogicznego systemu z programu Apollo.
Poczytaj coś więcej, zamiast bazować na 1 ogólnikowym artykule...
twardy Niedziela, 21 Maja 2017, 21:28
Myślę że twardo należy wdrażać niezależny od ruskich amerykański załogowy program kosmiczny. Wielka w tym rola polskich mediów, modelarzy i myśliwych.