Załogowe loty kosmiczne USA. Kiedy przełamanie impasu? [ANALIZA]

Sobota, 08 Kwietnia 2017, 16:46
Sobota, 08 Kwietnia 2017, 16:46
Sobota, 08 Kwietnia 2017, 16:46
Sobota, 08 Kwietnia 2017, 16:46
Sobota, 08 Kwietnia 2017, 16:46
Sobota, 08 Kwietnia 2017, 16:46
Sobota, 08 Kwietnia 2017, 16:46
Sobota, 08 Kwietnia 2017, 16:46 SLS
  • SLS

Choć tragedie z udziałem astronautów zdarzały się już niejednokrotnie w przeszłości, katastrofa promu Columbia z 1 lutego 2003 roku diametralnie odmieniła obraz amerykańskiego programu załogowych lotów kosmicznych. Powracający z misji naukowej wahadłowiec rozpadł się w atmosferze podczas rutynowego manewru lądowania. Załoga zginęła, a naturalne w takiej sytuacji poszukiwanie winnych doprowadziło do wycofania ze służby całej floty promów kosmicznych. Skutki polityczne dotkliwie odczuwalne są do dziś. Stany Zjednoczone, globalny lider eksploracji przestrzeni pozaziemskiej i główny fundator ISS, od lat kupują transport na stację od Rosjan.

Od pięknego kaczątka do brzydkiego łabędzia

Wahadłowce kosmiczne miały być cudownym dzieckiem NASA. Projekt wybrnął z licznych obostrzeń finansowych i oparł się nieprzychylności kolejnych administracji wobec dalszego sponsorowania wyścigu kosmicznego. Przychylność Kongresu zyskała ostatecznie idea ograniczenia wydatków na załogowe loty kosmiczne poprzez wykorzystanie komponentów wielokrotnego użytku. Jak okazało się w praktyce, zapowiedzi te nie odpowiadały rzeczywistości. Eksploatacja promów pochłaniała o wiele więcej pieniędzy, niż początkowo zakładano.

Debiut promów, będących spadkiem projektowym po wyścigu księżycowym, odbył się w ramach pierwszej misji orbitalnej wahadłowca Columbia dopiero w 1981 roku. Maszyny te niemal od początku wzbudzały niepokój opinii publicznej pod kątem bezpieczeństwa lotów. W 1986 roku miała miejsce pierwsza tragedia z ich udziałem: katastrofa Challengera, który rozpadł się tuż po starcie w wyniku nieszczelności układu napędowego rakiety wspomagającej. Wydarzenie to było dla społeczeństwa amerykańskiego ogromną traumą.

Ostatni start Challengera. Fot. NASA

Powypadkowe śledztwo wywołało szeroką dyskusję na temat bezpieczeństwa lotów, nienależytego dofinansowania programu kosmicznego oraz nadmiernej jego biurokratyzacji. Wahadłowce jednak uzyskały zgodę na dalszą służbę. Zakończenie zimnej wojny nie zwiastowało fali inwestycji, bo i zabrakło politycznego ich uzasadnienia. Decydenci oczekiwali przy tym, że NASA utrzyma wysoki standard rezultatów swojej pracy bez zwiększania finansowania – a nawet przy niewielkim, lecz stałym jego zmniejszaniu. Nieformalnym sloganem Agencji stało się „Szybciej, lepiej, taniej”.

Sektor komercyjny nie był jeszcze gotowy na podjęcie się samodzielnej konstrukcji następców wahadłowców. Nierentowna i przestarzała flota nadal obsługiwała więc program lotów załogowych, choć wymagało to coraz większych nakładów. Z braku alternatywy odegrała jednak kluczową rolę w instalacji i rozbudowie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, flagowej inicjatywy politycznej administracji Clintona. Harmonogram lotów promów był napięty, a postępująca biurokratyzacja NASA przełożyła się siłą rzeczy na obniżenie standardów bezpieczeństwa.

Szczątki promu Columbia. Fot. NASA

W tej sytuacji katastrofa Columbii była nieunikniona. Spowodowały ją kumulujące się od dawna problemy systemowe, których nie dało się rozwiązać falą dymisji i zwolnień. Wahadłowce nie przyniosły też Amerykanom nowych odkryć ani technologii zaadaptowanych do codziennego życia, pełniąc zamiast tego rolę zbyt drogich, orbitalnych taksówek. Rozmyły dawną elastyczność i przebojowość NASA, której wysiłki za czasów podejścia stosowanego w programie Apollo były skoncentrowane i zdolne opierać się zmiennym wiatrom politycznym z Waszyngtonu. Konieczne stały się gruntowne reformy i stworzenie spójnej, narodowej wizji programu załogowych lotów kosmicznych.

Tragedia Columbii, taikonauci i nowa wizja eksploracji

Splot okoliczności nie pozwolił na proste zapomnienie o sprawie. Nie dość, że wstrzymano rozbudowę ISS, projektu współprowadzonego z szeregiem zagranicznych partnerów, to jeszcze w październiku 2003 r. odbył się pierwszy lot taikonauty na pokładzie Shenzhou 5. Chiny zostały trzecim mocarstwem kosmicznym zdolnym samodzielnie wynieść człowieka w kosmos – nawet jeśli dokonały tego dzięki współpracy technologicznej z Rosją. Był to cios dla prestiżu Stanów Zjednoczonych, których flota wahadłowców pozostawała uziemiona, a cywilna agencja kosmiczna podlegała gruntownemu śledztwu.

W odpowiedzi George W. Bush wygłosił w kwaterze głównej NASA przemówienie, które stało się podstawą dokumentu znanego jako Vision for Space Exploration. „Damy NASA cele i wizję przyszłego kształtu eksploracji”, oświadczył, zapowiadając konstrukcję całej floty nowej generacji pojazdów kosmicznych w ramach programu Constellation, powrót Amerykanów na Księżyc i zbudowanie tam bazy przed 2020 r., załogowy lot na Marsa oraz liczne zrobotyzowane misje badawcze. Prezydent wyznaczył też dokończenie rozbudowy ISS przed rokiem 2010 jako ostatnie zadanie wahadłowców. Pojazdy nowej generacji miały zaś polecieć w kosmos najpóźniej w roku 2014.

Altair, lądownik księżycowy projektowany w ramach anulowanego ostatecznie programu Constellation. Ilustracja: NASA

Ambicje były ogromne, lecz od początku zabrakło adekwatnego finansowania. Kolejne lata upłynęły natomiast pod znakiem przedłużającej się okupacji Iraku, pogorszenia relacji nawet z sojusznikami USA, tragedii Katriny, narastającego zmęczenia społeczeństwa wojnami prowadzonymi na drugim końcu świata i w konsekwencji przegrania przez Republikanów wyborów.

Wszystko na jedną kartę

Nowa administracja pod wodzą prezydenta Obamy nie miała chęci na finansowanie wybujałych planów poprzedniej, a kraj zmagał się z globalnym kryzysem gospodarczym, rosnącym deficytem budżetowym i workiem bez dna w postaci reformy służby zdrowia. Łożenie na nową flotę pojazdów kosmicznych nie było w tym układzie priorytetem.

Prezydencka komisja Augustine’a rekomendowała zmianę planów eksploracji Układu Słonecznego, uzasadniając to nadmierną wybujałością wizji Busha. Program Constellation został w konsekwencji anulowany, lecz interwencja Kongresu pozwoliła ocalić kapsułę Orion. Administracja zdecydowała się ją przeprojektować w celu obniżenia kosztów eksploatacji.

Wersja opisywana dziś w mediach to pojazd Orion MPCV, oparty na projekcie Orion CEV z programu Constellation. Jego próbny lot bezzałogowy odbył się w grudniu 2014 roku. Data lotu załogowego wciąż jest przedmiotem debaty; optymistyczne prognozy określają ją na nie wcześniej niż rok 2021, choć administracja Trumpa usiłuje to przyśpieszyć. Kapsułę ma wynosić na orbitę rakieta SLS, kombinacja projektów Ares I, IV i V z Constellation.

Barack Obama z Elonem Muskiem. Fot. NASA/Bill Ingalls

Administracja Obamy poszła po linii Clintona w kwestii nacisku na rozwój i zwiększanie samodzielności prywatnego sektora kosmicznego. Począwszy od roku 2010, wyselekcjonowane korporacje otrzymywały od rządu federalnego miliardy dolarów na współpracę z NASA nad technologią transportu orbitalnego. Waszyngton planował korzystać z ich usług, zrzucając zarazem z własnych barków brzemię odpowiedzialności i konieczność nieustannego pilnowania tempa innowacji we własnych agendach.

Kontrowersyjna w tym planie była skala wiary prezydenta w to, że prywatne korporacje zrobią to samo co NASA, ale za o wiele mniejsze pieniądze i dużo szybciej. Firma SpaceX obiecała, że zajmie jej to trzy lata od momentu zawarcia kontraktu z Agencją – historia zweryfikowała już brak realizmu podobnych zapewnień. Wątpliwości wzbudza też, czy przedsięwzięcie w tak dużym stopniu subsydiowane z pieniędzy podatników wciąż można nazywać komercyjnym.

Czytaj też: NASA: opóźnienia testów kapsuł załogowych Boeinga i SpaceX

Albo Sojuzem, albo trampoliną

Wizjonerskie plany nie doczekały się więc realizacji w żadnym punkcie poza wycofaniem ze służby promów kosmicznych – choć i ona nastąpiła z rocznym opóźnieniem. Od tego czasu Amerykanie latają na orbitę na pokładzie rosyjskich Sojuzów, całkowicie polegając w kwestii transportu na ISS na dobrej woli Federacji Rosyjskiej.

Temat został upolityczniony przy okazji nałożenia na Rosję sankcji po aneksji Krymu. Zmusiły one NASA do zawieszenia całej dotychczasowej współpracy poza tą związaną ściśle ze stacją kosmiczną. Dmitrij Rogozin, wicepremier Rosji odpowiedzialny m. in. za przemysł obronny i kosmiczny, złamał dotychczasowe tabu związane z tą niezręczną sytuacją, tweetując: „Poddawszy analizie sankcje wymierzone w nasz przemysł kosmiczny, sugeruję, aby Stany Zjednoczone dostarczały swoich astronautów na ISS za pomocą trampoliny”.

Dmitrij Rogozin, wicepremier Rosji odpowiedzialny za przemysł obronny i kosmiczny. Fot. A. Savin; licencja: CC BY-SA 3.0; źródło: Wikimedia Commons

Większych reperkusji nie było, bo obie strony nie mogą sobie pozwolić na rozwód. Amerykanie nadal nie są w stanie samodzielnie prowadzić załogowych lotów na stację, zaś Roskosmos mógłby się znaleźć w tarapatach finansowych bez zastrzyków gotówki w postaci opłat transportowych za kursy Sojuzów.

W kręgach waszyngtońskich – i to z obu stron sceny politycznej – narasta jednak resentyment dotyczący tego partnerstwa. Trudno się temu dziwić, zważywszy m. in. na fakt, że Rosja w ostatnich latach dyktuje coraz wyższe ceny biletów. W 2015 r. wynosiły one aż 81 milionów dolarów za miejsce, podczas gdy Dennis Tito, pierwszy kosmiczny turysta, w roku 2001 sfinansował swój lot za ¼ tej kwoty. Również wiek rozwiązań technologicznych zastosowanych w Sojuzach staje się niepokojący w oczach społeczeństwa, które głęboko dotknęły kolejne tragedie astronautów.

Co dalej z lotami załogowymi?

Amerykańskiemu programowi kosmicznemu w roku 2017 wciąż brakuje wielkiej narracji, która pchałaby go naprzód. Wizja lotu załogowego na asteroidę uległa tylu zmianom, że jeśli w ogóle dojdzie on do skutku, to nie przed rokiem 2025 – a zatem gdy następca Obamy, Donald Trump, zdąży opuścić już urząd. Plany ekspedycji na Marsa przesunięto w jeszcze bardziej odległą przyszłość. Brak konkretnego celu misji, który stanowiłby kryterium selekcji nowych konceptów, przyczynił się do zbytniego rozproszenia wysiłków NASA: płonnego opracowywania przez nią technologii, która pada następnie ofiarą cięć budżetowych.

Donald Trump podpisuje NASA Transition Authorization Act of 2017. Fot. Bill Ingalls/NASA

Rezultatem tego jest wciąż trwający impas w załogowych lotach kosmicznych. Administracja Trumpa i nowy Kongres świetnie zdają sobie z tego sprawę. Rządzący w USA Republikanie nie zapowiadają wycofania poparcia dla Oriona. Propozycja budżetowa Białego Domu na rok 2018 kontynuuje finansowanie projektu na poziomie 3,7 mld dolarów. Kongres natomiast w treści NASA Transition Authorization Act of 2017 zobowiązał szefa Agencji do złożenia raportu określającego, czy i kiedy będzie można użyć Oriona w charakterze zamiennika komercyjnych transportów na ISS. Rozważa się również przeprowadzenie inauguracyjnego lotu SLS z udziałem załogi na pokładzie kapsuły. Jeśli okaże się to niemożliwe, przerwa w lotach załogowych „państwowych” pojazdów supermocarstwa kosmicznego może sięgnąć niemal dekady.

Czytaj też: Space Launch System - ogromna rakieta, która umożliwi lot na Marsa

Dalsze opóźnienia stają się politycznie nieakceptowalne. Rośnie w związku z tym presja wywierana na podmioty komercyjne – i to zarówno presja czasu, jak i zagwarantowania bezpieczeństwa astronautów. SpaceX uspokaja tymczasem opinię publiczną ambitnym planem wyekspediowania kosmicznych turystów w podróż wokół Księżyca już w przyszłym roku. Jak by się to nie potoczyło, jedno jest pewne: Stany Zjednoczone nie mogą sobie pozwolić i na dalsze zwlekanie, i na kolejną katastrofę, która cofnęłaby wysiłki ostatnich lat do punktu wyjścia.

Czytaj też: Wyścig na Marsa. Kiedy człowiek stanie na Czerwonej Planecie?

Katarzyna Stróż

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

23 komentarze

Edmund Wtorek, 11 Kwietnia 2017, 13:42
Gdzie chca latac Amerykanie? Koniec ISS w 2024 to chyba jedyne z co Rosjanie moga zrealizowac wg planu. Aby miec gdzie latac trzeba bedzie doinwestowac stacje kosmiczna tak aby wizja splitu po 2025 nie byla problemem dla USA.
Davien Środa, 12 Kwietnia 2017, 9:26
Niby jakiego splitu jak po pierwsze Rosja nie ma jak rozdzielic modułów i nie ma czym ich transportować, a bez modułów zachodnich stacja działac nie będzie więc powodzenia w marzeniach.
yaro Piątek, 14 Kwietnia 2017, 13:29
bez modułu podtrzymywania życia który jest najważniejszym modułem tej stacji również nie będzie funkcjonować, a USA z całym zachodem nie potrafią takiego modułu zbudować, więc zakończ te swoje bajania o wielkości kosmicznej techniki zachodu bo ona obecnie drepcze a nie osiąga sukcesy --- można powiedzieć Wernher'ze von Braun come back bo nie mamy żadnego pomysłu na rozwój.
Gdyby nie Rosjanie ISS by nigdy nie powstała.
Qaz Niedziela, 16 Kwietnia 2017, 12:15
Yaro, podaj przykład urządzenia, którego USA nie potrafi stworzyć, a Rosja niby tak ? oczywiście chodzi mi o urządzenie na pokładzie stacji ISS, bo chyba nie muszę ci przypominać o tym, że specjalistyczna aparatura do podtrzymywania życia na ISS, jest również w modułach zachodnich, więc po co piszesz nieprawdę ?...bawi cie to ?
Rozsądny Niedziela, 16 Kwietnia 2017, 12:00
Moduł podtrzymujący życie ?.....czy aparatura znajdująca się w module ?...Warto trochę pomyśleć, zanim się coś napiszę :)
LOTNIK Niedziela, 16 Kwietnia 2017, 11:58
Moduł podtrzymujący życie na ISS, to nie tylko Zaria i Zwiezda, ale również segment amerykański ma takie możliwości, a ty wciąż się osmieszasz pisząc głupoty. Może drogi Yaro, zdobądź trochę wiedzy na temat stacji kosmicznej ISS, zamiast pisać bzdury :)
ps. Żeby nie wahadlowce, to by ISS nie powstało :)
Davien Poniedziałek, 17 Kwietnia 2017, 0:57
Zaria żeby było zabawniej jest własnością USA, które za nią zapłaciło a w niej akurat mieszcza się systemy sterowania i zasilania więc życzę powodzenia Rosjanom ze Zwiezdą:)
LOTNIK Środa, 19 Kwietnia 2017, 21:49
Dokładnie tak, ale kolega Yaro nie chce tego przyjąć do wiadomości, bo dla niego wszystko co najlepsze, pochodzi z Rosji...być może to Rosjanin na naszym forum :)
Davien Sobota, 15 Kwietnia 2017, 9:00
Dobre bajki, ale Zaria jest własnoscia USA więc wpadka na całego. Podobnie Destiny i Leonardo maja odpowiednie systemy. Jak Rosja chce zabierac Zwiezdę, prosze bardzo, ale wszelkie systemy zasilania sa w modułach zachodnich więc co im z tego przyjdzie, pomijając fakt że nie mają jak i czym tego zrobić-Protony uziemione przez "wspaniałe" rosyjskie silniki, niewiadomo jaki los czeka Sojuzy, bo ten sam zakłąd i do nich robił silniki:)
Jak na razie to rosyjska technika drepcze w miejscu nie mogąc opracowac żadnych nowych rakiet nosnych poza maleńką Angarą 1.2 więc znowu sie ośmieszyłeś. USA ma Falcony 9FH i Delty 4H lepsze od każdej rosyjskiej istniejącej rakiety, a powstający Falcon Heavy jest lepszy od dowolnej rosyjskiej rakiety, nawet tych projektowanych, nie wspominając o STS i ITS, które wyprzedzają Rosjan o dziesięciolecia
ISS by nie powstało gdyby nie amerykańskie pieniądze i wahadłowce, które zapewniały jej funkcjonowanie i wynosiły większość modułów, bo rosyjskie Progresy zabierały ułamek tego ładunku co był potrzebny do jej funkcjonowania więc znowu zaliczyłeś potężną wpadkę, zreszta jak zwykle:)
Greg Poniedziałek, 10 Kwietnia 2017, 1:39
Niedawno temu chyba w 2014 podczas konferencji prasowej NASA rosyjski dziennikarz zadał pytanie czy Orion zostanie wykorzystany do transportu astronautów na ISS i dostał negatywną odpowiedz więc po co teraz to robić skoro Boeing już ma gotową kapsułe Starliner , SpaceX powoli kończy Dragon V2 do tego mini prom innej firmy i następna kapsuła
topaz Wtorek, 11 Kwietnia 2017, 7:58
Orion jest zbyt drogi by wykorzystywać do transportu na niską orbitę, tym się zajmą Dragon Space X i Boeing.
Rotmistrz Niedziela, 09 Kwietnia 2017, 16:09
Pytanie - PO CO na zdjęciu nr 1 to WKLEJONE ptactwo?!
edi Niedziela, 09 Kwietnia 2017, 13:23
Tylko dlatego że mogli kupować tanie loty starym Sojuzem nie ruszali tyłka by zbudować swój. Dziś gdy Putin strzelił sobie w stopę i jest niepewny nie tylko NASA ale 2 duże prywatne firmy szeroko sięgają po loty na razie z zaopatrzeniem i z satelitami. Nie zapominajmy też o Europie.Ten wyścig wygra USA tak samo jak wyścig na Księżyc bo kapitalizm zawsze będzie efektywniejszy od komunizmu w który Rosja dalej tkwi dwiema nogami.
Grzesiek Niedziela, 09 Kwietnia 2017, 22:40
Chłopie....:-), Ty wróć do lekcji historii a potem czytaj o czasie rzeczywistym :-) Poczytaj jaką sprawność mają rakiety z programu Sojuz, to 97% :-)
Davien Wtorek, 11 Kwietnia 2017, 10:06
Sojuzy to rakiety o nieduzym udżwigu, modernizacja antycznej R-7. a statek Sojuz to przeróbka rosyjskiego pojazdu księżycowego z lat 60-tych. A co do niezawodnosci: juz w pierwszym locie orbitalnym Sojuz uległ katastrofie zabijajac cała załogę.
11222 Piątek, 26 Maja 2017, 11:28
Całą załogę czyli jedną osobę, nie Sojuz a sam spadochron, a z wady zdawano sobie sprawę ale były naciski że lot ma się odbyć, jedyna "prawdziwa" katastrofa Sojuza to dehermrtyzacja kabiny. Oczywiście Sojuz nie jest konstrukcją wybitną ani nowoczesną jednak moim zdaniem należy oddać że aktualnie jest najbezpieczniejszą i najlepiej sprawdzona konstrukcją do śmigania po LEO, ale czy na dobrą sprawę trzeba nam czegoś więcej? Zostawić Sojuza w spokoju niech sobie lata, dopóki nie mamy stacji na 20 osób, a niech Amerykanie z Rosjanami i Chińczykami się wezmą i nie zajmują czymś od czego są Sojuzy, tylko wróćmy na księżyc, załóżmy bazę albo stacje okoloksiezycową, bo ideowo od wyniesienia pierwszego saluta, stoimy w miejscu
yaro Sobota, 08 Kwietnia 2017, 21:15
Bardzo dobra analiza pokazujące to co kilka co rozsądniejsi już pisali, że amerykanie obecnie nie mają koncepcji co dalej. Dziwię się tylko przytyczce do modułów załogowych sojuza, na dziś ten moduł można nazwać niezawodnym. Z obrazu tego tekstu można wyczytać, że to Rosjanie wcześniej wdrożą swój nowy moduł załogowy Koalicja choć dopiero przystąpili do jego budowy. Artykuł dobrze również piętnuje prywatne firmy w USA które uważały, że w trzy lata zbudują moduł załogowy. Rozumiałbym gdyby to podali Rosjanie wtedy można by było zgonić na ich propagandę ale w USĄ? Generalnie wizja rozwoju amerykańskiej techniki kosmicznej jaka wynika z tego artykułu nie napawa optymizmem.
Yarosław Niedziela, 09 Kwietnia 2017, 20:32
Bardzo dobra analiza ? a jakby tak ten artykuł więcej pisał o rosyjskich problemach, a nie amerykańskich, to wtedy nasz Yaro napisał by, że artykuł do kitu i jego autor nie ma racji :)))
:) Niedziela, 09 Kwietnia 2017, 20:27
W pana komentarzu, najbardziej zdziwiło mnie stwierdzenie, że - "amerykanie obecnie nie mają koncepcji co dalej"..Otóż musi pan wziąć pod uwagę fakt, że USA pracuje obecnie nad trzema statkami kosmicznymi ( ORION-CST-100-Dragon-2) pomimo że wykonują je różne firmy, to jednak cały proces projektowania, a zwłaszcza budowania, jest czymś bardzo skomplikowanym, i pomijam już może zastowanie wysokich technologii, co jest oczywiste, ale chciałem zwrócić uwagę na coś innego, czyli mówiąc najprosciej, bezpieczeństwo człowieka (astronauty) co jest podstawą całego procesu budowy nowego pojazdu kosmicznego, więc opóźnienia w tak skomplikowanym przedsięwzięciu nie powinny nikogo dziwić. Jeśli chodzi o Rosję, to obecnie są tam prowadzone pracę nad statkiem zalogowym o nazwie "Federacja" i o ile zbudowanie samego modułu zalogowego, nie powinno stanowić problemu, bo Rosja jakieś doświadczenie na tym polu ma,
przyklad: (Sojuz), jednak kłopoty pojawiają się jeśli chodzi o rakiety, które mają ową "Federacje" wynieść w kosmos, i nie chce już rozpisywać się na temat tych rakiet, czyli - różnych wersji nowej Angary, bo to akurat nie istotne, a ważniejszy jest fakt, że Rosja ma z nią problemy i nie wiadomo kiedy powstanie wersja docelowa dla statku "Federacja". Reasumując: Pana komentarz mocno mnie zaskoczył, a już zwłaszcza zdanie, które pozwoliłem sobie zacytować powyżej, jak również zdanie kończące pana post, czyli: "Generalnie wizja rozwoju amerykańskiej techniki kosmicznej jaka wynika z tego artykułu nie napawa optymizmem"...otóż panie "Yaro" osobiście nie zgadzam się z tym zdaniem, ale to oczywiście tylko moja opinia, a czas pokaże jak będzie. Pozdrawiam.
Davien Niedziela, 09 Kwietnia 2017, 18:42
Yaro może już nie zmyslaj:) Federacja nawet wg samych Rosjan ma wejść do użytku nie wcześniej niż w 2021-22 a Orion leci w nastepnym roku. Rosjanie nie maja rakiety nośnej dla Federacji bo Protony sie posypały a Angara A5 jakos nie może zacząć latać, nawet zreszta jak będzie gotowa to nie uniesie Federacji dalej niz na LEO. Dragon v2 leci też w latach 2018-19 więc zupełnie nie masz racji.
Co do antycznych Sojuzów to zaliczyły katastrofę juz w pierwszym locie orbitalnym a Rosjanie mieli 50 lat by je dopracować wiec są w miarę niezawodne ale i tak mniej niz wahadłowce które nie miały ani jednej katastrofy za którą był winny orbiter a przy tej samej liczbie wypadków co Sojuzy wykonały dwa razy więcej lotów.
U Niedziela, 09 Kwietnia 2017, 17:47
"amerykanie obecnie nie mają koncepcji co dalej"
Załogowy Dragon w locie wokół Księżyca i Marsa,podobna misja Oriona,misje zaopatrzeniowe do ISS-na razie to 10 razy bardziej konkertne koncepcje niż cokolwiek co planują Rosjanie.


"na dziś ten moduł można nazwać niezawodnym"

Załoga Sojuza 11 też tak myślala zanim wylądowała martwa.

"Rosjanie wcześniej wdrożą swój nowy moduł załogowy Koalicja choć dopiero przystąpili do jego budowy"

Pracę nad następcą Sojuza trwają od 11 lat,wcześniej nazywało się to PTK NT i PPTS.W tym czasie żadnych konkretnych rezultatów nie osiągnieto podczas gdy Orion odbył w wersji bezzalogowej lot orbitalny i bezpieczny powrot na Ziemię z II prędkością kosmiczną a Dragon test systemu ratunkowego.Może za kolejne 11 lat następca Sojuza odbedzie testowy lot bezzalogowy wokol Ziemi.

"Artykuł dobrze również piętnuje prywatne firmy w USA które uważały, że w trzy lata zbudują moduł załogowy"
Przy 11 latach prac Rosjan nad Federacją czy 25 latach prac nad Angarą to bardzo optymistyczne zalożenia.

"Generalnie wizja rozwoju amerykańskiej techniki kosmicznej jaka wynika z tego artykułu nie napawa optymizmem."

Nie no jasne:budowa jednocześnie TRZECH różnych pojazdow zalogowych z czego dwa do misji BEO,rakiety wielorazowego użytku,planowane misje typu Red Dragon czy komercyjny oblot księżyca,budowa rakiety Falcon Heavy o udziwgu 64ton (3 razy tyle co najcięższa rosyjska Angara A5),budowa rakiety SLS o poczatkowym udzwigu 70 ton,misje bezzalogowe do Plutona i planowane do Europy (księżyc Jowisza)-to nie napawa optymizmem.Nie to co rosyjski program kosmiczny i uziemione Protony z powodu wyprodukowania 71 wadliwych silników rakietowych :)
Ponda Baba Sobota, 08 Kwietnia 2017, 20:15
Artykuł zawiera masą błędów merytorycznych i nieprawdziwych stwierdzeń próbujących poprzeć wyobrażenie autora zbudowane na niedostatecznej wiedzy, widać brak konsultacji specjalisty.
Bulbazaur Niedziela, 09 Kwietnia 2017, 21:08
Komentarz został napisany bez uprzedniej lektury komentowanego tekstu.