NASA zmienia plan pierwszej załogowej misji Oriona

20 grudnia 2018, 08:25
EM-2modified
Ilustracja: Lockheed Martin

Amerykańska Agencja Kosmiczna zmodyfikowała plany dotyczące EM-2, czyli pierwszej załogowej misji statku kosmicznego Orion i rakiety Space Launch System. Przede wszystkim zaproponowano wyższą orbitę okołoziemską w pierwszej fazie lotu, co wpłynie również na zmianę czasu trwania tego etapu. Astronauci spędzą 2 dni, krążąc wokół Ziemi, natomiast cały lot potrwa 10, a nie, jak początkowo planowano, 9 dni.

Exploration Mission-2, to planowana na 2023 rok pierwsza misja załogowa statku Orion Multi-Purpose Crew Vehicle. Do wyniesienia astronautów w przestrzeń kosmiczną posłużyć ma aktualnie konstruowana rakieta Space Launch System w wersji Block 1. Celem będzie przetestowanie działania wszystkich systemów, w tym w szczególności systemu kontroli otoczenia i systemu podtrzymywania życia (ECLSS), które zostaną użyte po raz pierwszy.

Początkowo planowano, skierowanie statku na orbitę wokół Księżyca, gdzie spotkać się miał z planetoidą, która wcześniej zostałaby tam skierowana w ramach programu robotycznego Asteroid Redirect Mission. Astronauci mieli zebrać próbki i wrócić na Ziemię. W 2017 roku zrezygnowano jednak z takiej koncepcji. Jedną z kolejnych propozycji było wykorzystanie EM-2 jako pierwszego kroku przy budowie Lunar Orbital Platform-Gateway – załogowej stacji kosmicznej, wokół Księżyca. Jednak i tę opcję odrzucono. Finalnie zdecydowano się wykonać kilkudniowy przelot wpierw wokół Ziemi, a następnie Srebrnego Globu.

W ostatnich tygodniach plany dotyczące EM-2 zostały ponownie zmodyfikowane, w związku z decyzją dotyczącą wykorzystania SLS w konfiguracji Block 1.

Główna zmiana dotyczy czasu trwania całego lotu. Początkowo zakładano, że potrwa on 9 dni, jednak zdecydowano na zwiększenie apogeum orbity w pierwszej fazie, co finalnie zadecydowało o tym, że misja potrwa o dzień dłużej. Astronauci przez blisko 2 dni będą krążyli wokół Ziemi, po czym uruchomione zostaną silniki, które skierują Oriona w stronę Księżyca, do którego statek zbliży się na 8000 km.

Wyższa orbita pozwala na rozszerzoną ocenę wydajności systemów statku, będąc blisko Ziemi. W szczególności mowa tu o debiutujących podsystemach, dla których EM-2 będzie pierwszym lotem kosmicznym.

KomentarzeLiczba komentarzy: 6
AB
czwartek, 27 grudnia 2018, 23:10

Niby co będzie za późno panie Małe be? Chiny będą miały rakietę w czymkolwiek dorównująca SLSowi, najwcześniej pod koniec lat dwudziestych. A w Stanach prywaciarze pracują nad New Glenem i Starshipem (chociaż akurat Musc zmienia nazwę i koncepcję swojej rakiety średnio co rok, zatem to co w ostateczności poleci, może mieć i inną nazwę i inny kształt -nie mniej prace są w toku) Zanim Chińczycy ukończą swego Długiego Marsza9, Stany Zjednoczone będą miały trzy ciężkie rakiety, z czego dwie odzyskiwalne. Natomiast jeśli Rosja do tego czasu zdoła skonstruować, zbudować i wdrożyć swojego Sojuza 5 to będzie to prawdziwy cud i niewątpliwy dowód istnienia Boga.

chateaux
czwartek, 27 grudnia 2018, 19:48

@Davien Zapomnial jeszcze wspomniec o olowkach zabieranych przez Rosjan na Sojuzy, zamiast specjalnych dlugopisow za tysiace dolarow, aby pyl grafitowy mogl sobie spiecia w instalacjach elektrycznych wywolywac.

male be
środa, 26 grudnia 2018, 23:23

2023? to niestety dowód na słabość ameryki. kiedyś w kilka lat zbudowali i polecieli na księżyc. dziś to cień. a a wszystkim stoją pieniądze i potencjał państwa. i głupi prezydent nie widzący dalej niż czubek własnego nosa. obudzą się jak chiny zrobią swoje. tyle że będzie za późno....

Davien
piątek, 21 grudnia 2018, 15:05

Orbiter, ty sie raczej módl by do tego 2028r Rosji udało sie ukończyc chocby demonstrator Sojuza-5 SH bo wasza Federacja sobie poza LEO nie polata:)) Kible, kiblami, ale kupowanie na zachodzie elektroniki do swojego wojskowego satelity telekomunikacyjnego wyraznie pokazuje zacofanie Rosji która juz tylko kible umie robic:)

AB
piątek, 21 grudnia 2018, 12:38

Cóż amerykanie przewodzą w podboju kosmosu. Amerykańska sonda In Sigt co dopiera wylądowała na Marsie. Amerykańska sonda Juno krąży wokół Jowisza i strzela fotkę za fotką. Amerykańska sonda New Horizons, ta która jako pierwsza przeleciała obok Plutona właśnie przeprowadziła manewr mający umożliwić jej zbadanie kolejnego ciała niebieskiego.Podróżujący z krańców Układu Słonecznego sygnał radiowy potrzebował sześciu godzin aby dotrzeć na Ziemie i sześciu z powrotem. Dwanaście godzin opóźnienie w obustronnej komunikacji. Z nieco bliższych rejonów, sonda Osiris rex przystąpiła do badania planetoidy Bennu. No i wisienka na torcie. Opóźniony bo opóźniony, przepłacony bo przepłacony nie mniej załogowy powrót na Księżyc. Jakież to musi być frustrujące dla tutejszych miłośników stojącej w miejscu rosyjskiej astronautyki. Żadnej od trzydziestu lat sondy międzyplanetarnej, gigantyczne opóźnienia programu Angara, pleśniejący w magazynie moduł Nauka. Co biedakom zostaje? Pisać nierozsądne posty o pampersach.