Kowalczuk o nanosatelitach WZE. "Myślimy o wiele szerzej niż tylko o polskim rynku"

16 września 2019, 11:04

Wojskowe Zakłady Elektroniczne S.A., spółka wchodząca w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej, czyni starania o uzyskanie zdolności produkcyjnych w zakresie wytwarzania lekkich systemów satelitarnej obserwacji Ziemi. Jednym z etapów na drodze do tego celu jest porozumienie zawarte z francuską firmą branży kosmicznej, Hemeria. W kontekście tego wydarzenia Prezes Zarządu WZE S.A., Przemysław Kowalczuk wyjaśnia w rozmowie z redakcją Space24.pl przesłanki stojące za podejmowanymi na tym polu działaniami.

W rozmowie na temat porozumienia zawartego między Wojskowymi Zakładami Elektronicznymi a francuską spółką Hemeria, prezes polskiej firmy, Przemysław Kowalczuk podkreślił znaczenie posiadania wsparcia zagranicznego w procesie pozyskiwania odpowiednich zdolności przemysłowych w branży satelitarnej. Jak podkreślił, współpraca z partnerem zagranicznym jest na tym polu niezbędna.

To nie jest tak, że technologii satelitarnych nie ma w Polsce, ale są one rozproszone, a nam - czyli Ministerstwu Obrony Narodowej, jak i innym ministerstwom cywilnym - potrzeba konkretów […] w bardzo skończonym czasie.

Przemysław Kowalczuk, Prezes Zarządu Wojskowych Zakładów Elektronicznych S.A.

 

Wskazując na efekt biznesowy, jaki na tym konkretnym polu chce osiągnąć zarząd WZE, Kowalczuk podkreślił, że oferta skierowana będzie do szerokiej grupy klientów - zarówno na polskim rynku, jak i w wymiarze eksportu. „Myślimy o wiele szerzej niż tylko polski rynek - tak należy do tego podchodzić z punktu widzenia biznesu, zawsze myśleć też o eksporcie” - zaznaczył prezes spółki z Zielonki.

Jednocześnie, oferta satelitarna WZE ma przede wszystkim być dostosowana do zapotrzebowania obronnego Sił Zbrojnych RP. „Wynika to z bardzo prostych faktów: posiadania i nabywania przez polskie siły zbrojne bardzo zaawansowanych systemów uzbrojenia, które wymagają planowania, obrazowania i rozpoznawania celów na znaczne odległości w relatywnie krótkim czasie. Stąd też pierwsze skrzypce musi grać zobrazowanie satelitarne” - wskazał Kowalczuk.

Prezes WZE odniósł się także do powodów skupienia się na segmencie lekkich technologii satelitarnych.

Dlaczego nanosatelity? Chodzi o czas i dostępność technologii - satelity średniej wielkości lub dużej wielkości buduje się długo. Jest to proces skomplikowany, bardzo kosztowny, a tak jak trendy światowe pokazują, w tej chwili widzimy swego rodzaju „boom” na […] satelity małe. Konstelacje takich satelitów pozwalają na uzyskiwanie zobrazowań o parametrach wystarczających dla naszych klientów, również tych wojskowych. Mówimy tutaj o rozdzielczości poniżej 1m na piksel.

Przemysław Kowalczuk, Prezes Zarządu Wojskowych Zakładów Elektronicznych S.A.

 

Jeśli chodzi o wskazywany uprzednio horyzont czasowy, w jakim miałby powstać pierwszy satelita marki WZE, prezes Kowalczuk potwierdził, że docelowym założeniem jest okres produkcyjny wynoszący 18 miesięcy. Jak przyznał, jest to czas niezbędny do przygotowania produkcji seryjnej nanosatelitów i uzyskania tzw. pierwszej sztuki produkcyjnej - zgodnie z działającym już sposobem organizacji pracy, produkcji i uzyskiwania certyfikacji wyrobów, zaczerpniętym wprost z metodologii amerykańskiej. Jak podkreśla, jest ona stosowana przez WZE przy okazji innych projektów - produkcji elementów systemu Patriot oraz nawigacji inercjalnej z firmą Honeywell.

Jednocześnie Kowalczuk podkreśla, że każdy kolejny egzemplarz satelitów WZE - tworzonych z myślą o szerokiej konstelacji na polski użytek - będzie powstawał już w odpowiednio szybszym tempie, stopniowo coraz bardziej skracanym.

Space24
Space24
KomentarzeLiczba komentarzy: 8
Karkses
sobota, 21 września 2019, 23:52

No proszę komuś z PGZ i MON zależy na czasie? Niesamowite, szkoda że w wielu innych kluczowych aspektach jakoś tego nie widać. Podejrzewam, że tutaj też podobnie skończy się wyłącznie na słowach a realnych możliwości satelitarnych jak wojsko polskie nie ma tak i mieć nie będzie. Nie dziwię się też, że idą na współpracę z podmiotem zagranicznym. Już lepsze to niż kolejny pokaz niekompetencji w wykonaniu państwowego molocha na który musieliby pewnie składać się polscy podatnicy a który skończyłby się porażką vide Kraby gdzie też chciano budować polskie podwozie, wydano mnóstwo pieniędzy a na końcu i tak trzeba było ściągać je z Korei. Tutaj przynajmniej odcinamy początkowy etap więc jest jakiś postęp.

Navigator One
piątek, 20 września 2019, 13:06

Ten Pan niepoprawnie odmienia w bierniku liczby mnogiej słowo satelita. Tak ma 80% studentów, którzy rozpoczynają kształcenie na kosmicznych kierunkach studiów. Tak mówią zawsze ludzie którzy z tym obszarem się nigdy nie spotkali i są niekompetentni w tej branży. Ponadto ta wypowiedź dowodzi, że nikt w Polsce nie koordynuje działań w zakresie kosmosu. Tak dzieje się od 5 lat - każdy mówi i robi co chce. Ale najgorsze jest to, że wydaliśmy już na kosmos ponad miliard, a efektów realnych - profesjonalnych polskich satelitów brak. Ponadto Pan nawet nie wie że wojsko potrzebuje priorytetowo satelitów SAR a nie opto. Do tego jeszcze chce umieścić porządny obiektyw (aby uzyskać rozdzielczość poniżej 1 m) na nanosatelicie. Konkludując: to tragedia wiedzy i kompetencji dla Polski. Teleskop Hubble'a też by zmieścił w nanosatelicie, zastępując jego 2.5 metrowe zwierciadło zapewne obiektyw aparatem ze smartfona.

block
wtorek, 17 września 2019, 11:19

Technika idzie bardzo sprawnie do przodu. Miniaturyzacja elektroniki przetwarzającej i transmitującej obraz jest szokująca nawet w odniesieniu do sprzętu cywilnego, a co dopiero jeśli chodzi o urządzenia wojskowe. Moim zdaniem więcej małych, tańszych i rozproszonych systemów daje większą niezawodność, odporność na zakłócenie, zniszczenie itp. a że rozdzielczość nie jest taka super ... Teraz nie mamy nic.

Heloł Lechu
wtorek, 17 września 2019, 07:46

boom to będziecie mieli jak zasypiecie orbite tym wadliwym syfem a później ESA będzie musiała przyspieszyć prace nad opracowaniem "łapacza" smieci kosmicznych. Nie kumam, każdy chce mieć swojego satelite, a póżniej każdy chce to sprzątać. Błędne koło

Gall Anonim
poniedziałek, 16 września 2019, 13:21

Pan Kowalczuk odkrył coś, co już kilka polskich firm już realizuje i wdraża do realizacji od kilku lat. MON niestety tylko dyskutuje i robi studia wykonalności od 2014 roku poprzez PAK, zaś PGZ i WZE kupując technologie od podmiotu zagranicznego wcale nie rozwijają technologii satelitarnych. Zostają w tyle robiąc coś, co firma zagraniczna już wdrożyła i rozwinęła. Nie rozwijają swego know-how.