Chiny kupują pływający kosmodrom

22 lipca 2015, 13:50
Statek dowodzenia „Sea Launch Commander” i platforma startowa „Ocean Odyssey” z rakietą Zenit-3SL– fot. Sea Launch
Przeprowadzenie startu na morzu w okolicach równika zapewnia, że uszkodzona rakieta nie spadnie na tereny zamieszkałe – fot. Sea Launch
Nie wiadomo, do czego Chinom jest potrzebny pływający kosmodrom – fot. Sea Launch
Przedstawiciele ChRL kupili na cele cywilne okręt „Wariag” za 20 milionów dolarów i przebudowali go na pełnowartościowy lotniskowiec – fot. Wikipedia

Chiny prowadzą rozmowy ze spółką Sea Launch AG i jej rosyjskimi właścicielami (koncern Energia of Russia) na temat kupna pływającego kosmodromu „Ocean Odyssey” oraz statku kierowania lotami „Sea Launch Commander”. Nie wiadomo, jakie są zamiary władz ChRL, a tego typu wyposażenie może zostać wykorzystane również do celów wojskowych.

Ewentualny kontrakt będzie o tyle trudny, że wymaga uzyskania zgody rządów Rosji i Stanów Zjednoczonych oraz ominięcia ograniczeń układu o kontroli rozprzestrzeniania rakietowych i satelitarnych technologii ITAR (International Traffic in Arms Regulations). Rosjanie chcą się jednak pozbyć udziałów prawdopodobnie z powodu kłopotów z dostawą wykorzystywanych przez Sea Launch rakiet nośnych Zenit-3SL.

Nie wiadomo, do czego Chinom jest potrzebny pływający kosmodrom – fot. Sea Launch

Są bowiem produkowane przez ukraińskie zakłady Jużmasz z Dniepropietrowska we współpracy z biurem konstrukcyjnym Jużnoje i po wybuchu wojny z Ukrainą, dostęp do nich jest bardzo ograniczony. Teraz rakiety nośne z rodziny Chang Zheng (Długi Marsz) proponują Chiny. Jednak jak dotąd były wykorzystywane przede wszystkim dla potrzeb ChRL i trzeba będzie do nich teraz przekonać komercyjnych klientów.

Przedstawiciele Pekinu tłumaczą, że chcą wykorzystać pływającą platformę na międzynarodowych wodach okalających Chiny, a więc w ten prosty sposób mogą ominąć zakaz, by jakiekolwiek, pochodzące z USA części do satelitów znalazły się na chińskim terytorium. Tym bardziej, że niewielkie udziały w koncernie Sea Launch ma również amerykański Boeing, który integrował cały system i odpowiadał m.in. za umieszczanie ładunku na rakiecie. Tak więc, przynajmniej teoretycznie, wynoszony ładunek byłby cały czas pod amerykańską kontrolą.

Obecnie siedzibą kierownictwa spółki Sea Launch jest Berno w Szwajcarii, natomiast jednostki pływające (pochodzące z Norwegii) mają port macierzysty w Long Beach w Kalifornii. Do tego czasu wszelkie starty rakiet były organizowane na wodach międzynarodowych Oceanu Spokojnego w okolicach równika. Były to jedynie loty komercyjne, w których przede wszystkim wynoszono satelity łączności na orbitę geostacjonarną.

Przeprowadzenie startu na morzu w okolicach równika zapewnia, że uszkodzona rakieta nie spadnie na tereny zamieszkałe – fot. Sea Launch

Możliwość przeprowadzenia startu na równiku jest jedną z najważniejszych zalet jakie oferuje Sea Launch. Jest tam przede wszystkim największa prędkość liniowa Ziemi, co przekłada się na dodatkowe przyśpieszenie dla startujących rakiet. Nie ma również potrzeby wykonywania manewrów w przestrzeni kosmicznej by osiągnąć orbitę geostacjonarną, co automatycznie daje możliwość zabierania większego o 15-20% ładunku. Równie ważne są sprawy bezpieczeństwa. Start rakiet odbywa się bowiem poza obszarami, gdzie odbywa się ruch lotniczy, zasadniczo nie występują tam burze z piorunami i w przypadku jakiejś awarii uszkodzona rakieta na pewno nie spadnie na obszary zamieszkałe.

Pomimo tego spółka Sea Launch znalazła się w złej sytuacji finansowej i praktycznie zbankrutowała z powodu długów i nieudanego startu przeprowadzonego w 2007 r. Jak się jednak okazało, rakieta z satelitą NSS-8, która eksplodowała wtedy nad platformą startową nie spowodowała na niej dużych uszkodzeń i loty wznowiono już rok później. Sea Launch został uratowany od bankructwa przez wkład finansowy ze strony koncernu Energia of Russia, który przeniósł kierownictwo firmy do Szwajcarii. Po reorganizacji z 2010 r., 95% akcji jest teraz w rękach rosyjskich (Energia Overseas Limited), 3% ma Boeing i 2% - norweska firma Aker Solutions.

Sytuację spółki poprawiły również udane starty rakiet z satelitami Intelsat i Eutelsat. Ostatni lot rakiety Zenit odbył się w maju 2014 r. i coraz więcej obserwatorów łączy ten fakt z wojną na Ukrainie. Od tego czasu sytuacja finansowa Sea Launch znowu zaczęła się pogarszać, zabrakło klientów i spółka zaczęła wyprzedawać aktywa. Ograniczono również do minimum fundusze na utrzymanie jednostek pływających stacjonujących w Long Beach, dbając jednak o to, by były gotowe do działania.

Statek dowodzenia „Sea Launch Commander” i platforma startowa „Ocean Odyssey” z rakietą Zenit-3SL– fot. Sea Launch

Rosyjscy właściciele Sea Launch odmawiają jakichkolwiek komentarzy odnośnie negocjacji prowadzonych ze strona chińską. Specjaliści zwracają jednak uwagę na straty, jakie Rosjanie ponoszą przez brak ukraińskich rakiet nośnych. W międzyczasie były bowiem kłopoty z amerykańskimi rakietami SpaceX Falcon 9 i rosyjskimi Proton, które zostały czasowo uziemione. Z powodzeniem można więc było przejąć ich zadania i wynosić czekające w wydłużającej się kolejce satelity, ale tak się jednak nie stało. A przecież Sea Launch oferuje stosunkowo dużą niezawodność, ponieważ na 36 startów przeprowadzonych dotychczas za pomocą rakiet Zenit, 33 zakończyły się powodzeniem.

Jedynym operatorem, który obecnie chce współpracować z Sea Launch jest Eutelsat. Pozostali się wycofali stawiając warunek posiadania możliwości wyboru spomiędzy kilku rakiet nośnych (mówi się o co najmniej trzech typach, które miałyby być dostępne).

Niejasne jest również stanowisko Kremla, który nieoficjalnie wolałby przenieść platformę startową bliżej Rosji, ale wie, że ma zbyt małe doświadczenie z morskimi kosmodromami. Ponadto formalnie, stosunki handlowe pomiędzy ukraińskim Jużmasz i rosyjską Energią są określane jako normalne i nie mówi się o trudnościach w dostawach z powodu konfliktu z Ukrainą. Jest to ważne, ponieważ ukraińskie biuro konstrukcyjne Jużnoje współpracuje również przy pracach nad rosyjskimi, mniejszymi rakietami Dniepr, dostarcza elementy dla amerykańskich rakiet Antares i włoskich Vega. Nadal ważna jest również umowa z Brazylią na temat rakiet Cyclone zabezpieczających pracę kosmodromu Alcantara (chociaż niektóre źródła wskazują, że ta współpraca została zahamowana).

Wojna na Ukrainie wpłynęła jednak na postawę amerykańskiego koncernu Boeing, który chce pozwać Rosjan do sądu stanu Kalifornia. Grozi to spółce Sea Launch utratą platformy startowej i statku dowodzenia, których wartość szacuje się obecnie na około 2 miliardy dolarów.

Rosjanie obawiają się więc, że Chińczycy mogą teraz wykupić za bezcen obie jednostki pływające: „Ocean Odyssey” i „Sea Launch Commander”. Przypominają tu przypadek lotniskowca projekty 1134.6 „Wariag”, który został sprzedany Pekinowi przez Ukrainę tylko za 20 milionów dolarów do wykorzystania cywilnego. Później jednak okręt został w Chinach przebudowany na pełnowartościowy lotniskowiec „Liaoning”.

Przedstawiciele ChRL kupili na cele cywilne okręt „Wariag” za 20 milionów dolarów i przebudowali go na pełnowartościowy lotniskowiec – fot. Wikipedia

Rosyjskie podejrzenia są o tyle uzasadnione, że przedstawiciele ChRL chcieliby również odkupić od Rosjan wybrane technologie rakiet nośnych oraz zakłady „Energomasz”, które są wiodącym producentem silników rakietowych na paliwo ciekłe. Jest więc całkiem możliwe, że Pekin tak naprawdę realizuje jakieś ściśle tajny program wojskowy.

Space24
Space24
KomentarzeLiczba komentarzy: 4
polski
środa, 22 lipca 2015, 21:26

Zatopić ruski złom.