Falcon Heavy po raz trzeci. Nocny start pod okiem US Air Force

25 czerwca 2019, 13:20
40628438523_70dc8a61e9_k
Fot. SpaceX via Flickr

Nad ranem 25 czerwca br. najcięższa z rakiet firmy SpaceX wykonała swój trzeci z dotychczasowych przelotów na orbitę okołoziemską. Okazja była specyficzna, gdyż startowi przyglądali się uważnie przedstawiciele Departamentu Obrony i Sił Powietrznych USA. Lot przeprowadzono w ramach rządowej misji Space Test Program-2, której celem było sprawdzenie Falcona Heavy pod kątem spełniania wyśrubowanych wymogów certyfikacji i realizacji narodowych misji kosmicznych.

W swoją trzecią jak dotąd misję Falcon Heavy wyruszył z amerykańskiego centrum kosmicznego im. Kennedy'ego na Florydzie. Odpalenie przeprowadzono z historycznej wyrzutni Launch Complex 39A – tej samej, która od 1967 roku wspierała starty rakiet programu Apollo, a później również misje STS amerykańskich wahadłowców kosmicznych. Ciężki system nośny firmy SpaceX oderwał się od platformy startowej o godzinie 2.30 czasu lokalnego (8.30 czasu polskiego - CEST). Start nieco się opóźnił – pierwotnie miał nastąpić trzy godziny wcześniej.

Misja STP-2 (Space Test Program-2) od początku była zapowiadana przez SpaceX jako szczególne wyzwanie, wymagające od systemu nośnego najwyższej dyspozycji technicznej i operacyjnej. Zleceniodawcą był w tym przypadku Departament Obrony USA, który za pośrednictwem podległych sekcji US Air Force przygotował ze SpaceX oraz agencjami NASA i NOAA (National Oceanic and Atmospheric Administration) realizację dostawy zróżnicowanego ładunku złożonego z 24 satelitów.

Przy tej okazji Pentagon sprawdza zdatność Falcona Heavy do realizacji skomplikowanych misji kosmicznych – zakładających m.in. starty nocą oraz wielopoziomowe rozmieszczanie ładunku na orbitach o różnych wysokościach. Misja STP-2 miała w tym kontekście na celu sprawdzenie możliwości systemu Falcon Heavy i dostarczenie ważnych danych umożliwiających certyfikację zdatności rakiety do realizacji przyszłych narodowych misji z zakresu bezpieczeństwa i obronności (NSSL). Chodziło również o sprawdzenie zasad i procedur związanych z polityką ponownego użytkowania odzyskiwanych segmentów rakietowych.

image
Fot. SpaceX via Twitter

 

W trakcie misji STP-2 doszło w sumie do 20 osobnych wyprowadzeń ładunku na trzech różnych orbitach – wszystkie przebiegły pomyślnie. Wśród głównych instrumentów misji znalazł się zarówno sprzęt doświadczalny US Air Force, jak i lekkie satelity dostarczone przez NASA oraz agencję badań oceanów i klimatu NOAA, wraz z licznymi mikrosatelitami uniwersyteckimi. Podstawowym ładunkiem w układzie był demonstrator instrumentu badawczego US Air Force, określony nazwą DSX (Demonstration and Science Experiments), przeznaczony do prowadzenia podstawowych pomiarów radiacyjnych na pośredniej orbicie okołoziemskiej (MEO). Oprócz tego, na pokładzie Falcona Heavy znalazła się m.in. sześcioelementowa konstelacja Cosmic-2, stworzona we współpracy NOAA, NASA Jet Propulsion Lab, US Air Force i licznych zagranicznych podmiotów na potrzeby badań pogodowo-klimatycznych.

Zwieńczeniem udanej dostawy orbitalnej zadanych satelitów było pomyślne lądowanie dwóch z trzech segmentów głównych Falcona Heavy, jakie uczestniczyły w misji STP-2. Dwa korpusy boczne osiadły z powodzeniem na twardym lądowisku na Przylądku Canaveral. Środkowy człon podstawowy miał osiąść na barce oceanicznej, oddalonej o około 1200 km od miejsca startu. To lądowanie jednak nie było udane – segment utracono.

Odzyskane dwa segmenty były już wcześniej używane w ramach kwietniowej misji Falcona Heavy z satelitą Arabsat-6A. Oprócz nich, SpaceX zdołał odzyskać również pokrywę ochronną wierzchołka rakiety, którą po raz pierwszy udało się pochwycić w sieć zamontowaną na specjalnym statku Mr. Tree. W sumie firma Elona Muska ma obecnie na koncie 43 potwierdzone udane lądowania swoich segmentów głównych.

Space24
Space24
KomentarzeLiczba komentarzy: 25
AB
czwartek, 27 czerwca 2019, 18:04

@ asc. Czyli twierdzisz, że Rosja, Chiny, Europa i amerykańscy konkurenci Muska zawalają cały czas? Przecież oni cały czas tracą człony swoich rakiet. A ten lot był rekordowy Nigdy nie odzyskiwano członu lądującego tak daleko i z tak wysoka. Nie udało się. Jeszcze.

szczerze rozbawiony wiadomo kim i czym
czwartek, 27 czerwca 2019, 03:21

Z amerykańskim narodowym programem kosmicznym musi być rzeczywiście niezbyt dobrze, skoro rzeczonemu "startowi przyglądali się uważnie przedstawiciele Departamentu Obrony i Sił Powietrznych USA". Czyżby Amerykanie już całkowicie zwątpili w możliwości NASA i innych cywilnych podmiotów kosmicznych? Jedynie w militarnym podboju Kosmosu widząc jakakolwiek nadzieję, a przecież zgodnie ze znanym przysłowiem - hope often blinks at a fool... ;-)

GB
piątek, 28 czerwca 2019, 11:18

FH ma być certyfikowany dla wojska więc nic dziwnego że wojsko obserwuje takie loty. Po drugie FH bije kilkakrotnie udźwigiem wszystkie inne obecnie używane rakiety co da nowe możliwości wojsku. Możliwości takich Rosja nie będzie miała jeszcze długo, gdyż nawet nie projektuje podobnej rakiety. I po trzecie FH kosztuje 130 mln USD a Delta Heavy 300 mln USD.

AB
piątek, 28 czerwca 2019, 19:03

Warto jeszcze wspomnieć, że obecny lot przewidywał kilkakrotne włącznie silnika drugiego, oraz nowy, gwarantujący wyniesienie ładunku nawet w wypadku awarii, profil lotu. Właśnie dlatego, aby wojskowi sobie mogli obejrzeć i kupić.

Davien
środa, 26 czerwca 2019, 11:20

Panie asc jakos lot odby sie pomyslnie, ładunek dostarczono gdzie miał dotrzeć wiec naprawdę przestań żałosnie kłamać jak się waszemu Roskosmosowi ziemia pali pod nogami:)

yaro
czwartek, 27 czerwca 2019, 06:49

Komu się pali ziemia?, zdaje się, że komuś spalił się statek załogowy .... Davien komu komu komu ? A taki miał być piękny i nowoczesny i jak się skończyło ?

AB
czwartek, 27 czerwca 2019, 18:05

No cóż ten statek w przeciwieństwie do tekturowo - gipsowej Federacji poleciał w kosmos i wrócił...

rED
czwartek, 27 czerwca 2019, 09:29

Jeszcze się nie skończyło. Z resztą to były testy NA ZIEMI.

asc
środa, 26 czerwca 2019, 02:26

Czyli stracili jeden segment. Czyli zawalili.

mwa
czwartek, 27 czerwca 2019, 11:24

Nie bo SpaceX zakłada pewien procent nieudanych lądowań, co i tak daje im przewagę nad innymi firmami które zakładają 0 procent udanych lądowań.

bender
środa, 26 czerwca 2019, 14:04

Częściowo. Celem misji było umieszczenie satelitów, co poszło pięknie. Ale celem SpaceX jest minimalizacja kosztów wyniesienia, co udało się połowicznie. Do tej pory odbyły się 3 starty Falcona Heavy i jeszcze nie było przypadku, żeby środkowy człon rakiety skutecznie wylądował. Boczne boostery, używane też w Falconie 9 śmigają w kosmos i z powrotem bez problemów, i są wielokrotnie wykorzystywane, również przy składaniu zestawów Falcon Heavy. Jednak duża środkowa część stanowi większy problem. Poprzednim razem nawet wylądowała na barce, ale następnie stoczyła się do wody w wyniku niespokojnego morza. Tym razem podczas wejścia w atmosferę uszkodzeniu uległ jeden z 3 silników lądujących, więc nawet nie próbowano lądować. Może za czwartym razem w końcu się uda. Docelowo możesz się spodziewać, że wszystkie elementy napędowe Falcona Heavy będą powracać w sposób kontrolowany na Ziemię i będą wykorzystywane wielokrotnie. Ta technologia wypchnie bazujący przede wszystkim na konkurencyjnych cenach Roskosmos z rynku. Mimo tanich kosztów osobowych i dużych państwowych dotacji Roskosmos nie daje rady zaoferować poziomu cen SpaceX, bo Roskosmos kompletnie niczego nie odzyskuje, a ich model ekonomiczny przegrywa nawet jeśli SpaceX odzyskuje mniej niż 100% odzyskiwalnych komponentów z misji. Czyli SpaceX wygrywa nawet jak trochę zawali, Roskosmos przegrywa nawet jak nic nie zawali.

GB
środa, 26 czerwca 2019, 14:31

Środkowy raz wylądował normalnie na barce. Tyle tylko, że podczas powrotu barki do portu rozpętał się sztorm, który przewrócił stopień. Z tego co pamiętam uratowano silniki i stery, czyli najbardziej wartościowe części środkowego członu.

GB
środa, 26 czerwca 2019, 12:43

Satelity na orbicie, a przecież na to była umowa. Ze względu na skomplikowanie misji - 3 różne orbity - sukces tym większy. Do tego ten lot ma pomóc certyfikacji FH do misji wojskowych. A że ten skomplikowany lot się udał to certyfikacja FH się zbliża. Skorzysta na tym wojsko i SpaceX. Wojsko bo będzie miało obecnie najsilniejszą rakietę na świecie. Żadne inne państwo nie ma rakiety zdolnej wynosić tak duże masowo ładunki jak FH. Przy okazji wojsko skorzysta także finansowo bo lot Delta Heavy w najsilniejszej wersji kosztował z 300 mln USD, a lot FH około 130 mln USD... No i oczywiście zarobi także SpaceX.

W2
środa, 26 czerwca 2019, 11:50

Coż,100% rosyjskich startów kończy się zawaleniem-każda rakieta ulega zniszczeniu.To dopiero żałosny bilans

Danisz
środa, 26 czerwca 2019, 11:19

zaiste jak Sojuz z lat 60. wybucha tuż po starcie, to w Moskwie ogłasza się nie mający analogów sukces, bo pasażerowie nie zginęli, a jak nowa rakieta Zachodu skutecznie wynosi kilkadziesiąt satelitów na różne orbity to mamy porażkę, bo nie wszystkie segmenty rakiety udało się odzyskać...