Scott Kelly: W 2010 r. Rosjanin niemal odleciał od ISS

Wtorek, 14 Listopada 2017, 12:21
Wtorek, 14 Listopada 2017, 12:21

Były amerykański astronauta, który niedawno spędził rok w kosmosie, ujawnił w książce nieznane fakty na temat wydarzeń z czasów swojej wcześniejszej ekspedycji na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Podczas spaceru kosmicznego dwóch Rosjan, członków załogi ekspedycji nr 25 miało dojść do bardzo niebezpiecznej sytuacji. Życie kosmonauty ocalił szczęśliwy przypadek.

Scott Kelly, który odszedł z NASA w kwietniu 2016 r., to niezwykle doświadczony astronauta. Choć najbardziej znany jest ze swojego niemal rocznego pobytu na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, to ISS odwiedzał już wcześniej. M. in. był dowódcą Stacji w drugiej połowie ekspedycji numer 25, tj. w październiku i listopadzie 2010 r.

W swojej książce pt. Endurance: A Year in Space, A Lifetime of Discovery, Kelly ujawnia, że dopiero podczas swojego ostatniego, blisko rocznego przebywania na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, poznał zatrważające szczegóły rosyjskiego spaceru kosmicznego (EVA) z czasów ekspedycji 25., który odbył się 15 listopada 2010 r.

Według Amerykanina kosmonauci Fiodor Jurczichin i Oleg Skripoczka, kiedy weszli na pokład ISS po zakończeniu EVA, wyglądali na mocno zdenerwowanych. Wrażenie szczególnie przestraszonego robił Skripoczka. Otóż wedle informacji Kelly’ego, najprawdopodobniej niepodanych nigdy wcześniej do wiadomości publicznej, Oleg Skripoczka utracił w pewnym momencie jakiekolwiek fizyczne połączenie ze stacją. Pozbawiony liny asekuracyjnej Rosjanin zaczął oddalać się od statku, a jego życie zawisło w związku z tym na włosku. Rosjanina uratował fakt, że dryfując uderzył w antenę, co wpłynęło na jego lot i pozwoliło mu zbliżyć się do Stacji na tyle, by złapać jedną z zewnętrznych poręczy dla astronautów.

Członkowie ekspedycji 25. Oleg Skripoczka (pierwszy od lewej), Scott Kelly (trzeci od lewej), Fiodor Jurczichin (pierwszy od prawej). Fot. NASA Johnson Space Center

Scott Kelly wyjaśnia jednocześnie, że skafandry amerykańskich astronautów są wyposażone w niewielkie silniczki odrzutowe, na wypadek, gdyby użytkownik kombinezonu oddalił się od ISS. Jednak Amerykanin dobitnie stwierdził, że jeśli chodzi o te ratownicze silniczki, to „nie chcielibyśmy na nich polegać ani, prawdę mówiąc, w ogóle ich wypróbowywać”.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

1 komentarz

Marks Środa, 15 Listopada 2017, 12:51
Hmm rosjanom zabrakło technologii do budowy takich silniczków w skafandrach ?? czy po prostu jest to kolejny przykład z życia na to, że mają w tyłku życie swoich ludzi.