Wkrótce deorbitacja chińskiej stacji kosmicznej. Południe Europy zagrożone

Piątek, 10 Listopada 2017, 14:32 tiangong

Europejska Agencja Kosmiczna poprowadzi kampanię mającą na celu możliwie dokładne określenie czasu i miejsca wejścia w atmosferę pojazdu Tiangong-1. Dojdzie do tego w pierwszym kwartale 2018 r. Szczątki stacji mogą spaść pomiędzy równoleżnikami 43⁰N i 43⁰S.

Tiangong-1 jest chińską stacją kosmiczną wypuszczoną w przestrzeń kosmiczną 29 września 2011 r. z położonego na pustyni Gobi kosmodromu Jiuquan. W trakcie swojego funkcjonowania do stacji zadokowały trzy chińskie misje Shenzhou-8, Shenzhou-9 oraz Shenzhou-10. W 2016 r. Chińczycy utracili kontrolę nad tym satelitą.

Masa startowa Tiangong-1 (Niebiańskiego pałacu nr 1) to 8,5 tony. Stacja mierzy 12 m długości oraz 3,3 m średnicy. Pojazd obecnie krąży na wysokości 300 km nad Ziemią i stale obniża swą orbitę. Z chwilą wejścia w gęste warstwy planetarnej atmosfery większa część satelity spłonie, jednak niewykluczone, że całkiem duże fragmenty stacji spadną na powierzchnię planety. Te śmieci z kosmosu mogą stanowić zagrożenie dla mieszkańców miast i wsi.

Europejska Agencja Kosmiczna zdecydowała się uruchomić kampanię śledzenia stacji, co być może pozwoli nieco dokładniej przewidzieć okoliczności jej wejścia w atmosferę. Generalnie jednak trzeba się liczyć z tym, że prognozy te będą ogólnikowe, wymieniając szerokie połacie terenów i długie przedziały czasowe możliwego upadku Tiangong-1.

Niemniej, ESA będzie przewodzić kampanii, realizowanej za pośrednictwem Inter Agency Space Debris Coordination Committee (IADC). W skład IADC wchodzą specjaliści z 13 organizacji, w tym agencji kosmicznych z USA, Rosji, Japonii, Indii i Chin.

Ekspertom udało się jak dotąd oszacować, że jakiekolwiek szczątki stacji kosmicznej nie spadną na północ od 43 równoleżnika szerokości geograficznej północnej ani na południe od 43 równoleżnika szerokości geograficznej południowej. Całe terytorium Polski jest więc bezpieczne.

Ze względu na geometrię orbity stacji możemy już wykluczyć możliwość upadku jakichkolwiek fragmentów w dowolnym punkcie położonym dalej na północ niż 43⁰N lub dalej na południe niż 43⁰S.

Holger Krag, szef ESA Space Debris Office

Pozostałości statku kosmicznego należącego do Państwa Środka mogą natomiast spaść na takie kraje południa Europy jak Hiszpania, Portugalia, Włochy, Grecja czy Bułgaria. W tym kontekście warto przypomnieć, że będące stroną Konwencji o międzynarodowej odpowiedzialności za szkody wyrządzone przez obiekty kosmiczne Chiny, jako państwo wypuszczające Tiangong-1, mogą być potencjalnie odpowiedzialne za szkody wyrządzone przez tę stację zarówno w przestrzeni powietrznej, jak i na Ziemi. Póki co historia nie zna przypadku, by upadek kosmicznego śmiecia pociągnął za sobą śmierć człowieka na powierzchni planety.

Czytaj też: Chińska stacja kosmiczna spłonie w atmosferze

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

4 komentarze

szajswaffe Piątek, 10 Listopada 2017, 17:40
Wcale bym sie nie zdziwił, gdyby ta stacja spadła przypadkiem na jakąś amerykańską bazę we Włoszech...
LOP Piątek, 10 Listopada 2017, 14:56
Tramp pojechał do Chin wytłumaczyć - dlaczego przerwali im łączność ze stacją ?
ubawiony Sobota, 11 Listopada 2017, 17:56
Amerykanie testowali tylko swój przerywacz łączności chińskich stacji kosmicznych i przypadkiem Tiangong-1 znalazł się na linii strzału.
prawda Sobota, 11 Listopada 2017, 14:55
Znowu jakiś troll...