Izraelski Spacecom znów zaufał SpaceX

Piątek, 20 Października 2017, 14:17 AMOS-6

Animozje pomiędzy firmą Spacecom z Izraela a amerykańskim koncernem SpaceX, wynikłe po utracie satelity Amos-6 w wyniku eksplozji rakiety Falcon 9, zostały zażegnane. Partnerzy doszli do porozumienia i w efekcie satelita Amos-17 poleci w 2019 r. właśnie Falconem 9 i to prawdopodobnie „używanym”. Jest szansa, że przedsiębiorstwo Elona Muska wystrzeli również kolejnego satelitę dla Izraelczyków, Amosa-8, w 2020 r.

Satelita Amos-6 miał zapewnić operatorowi telekomunikacyjnemu Spacecom pokrycie kontynentu afrykańskiego. Facebook wiązał z satelitą swoje plany ekspansji w Afryce.  Niestety, urządzenie zostało zniszczone w wyniku wybuchu rakiety nośnej Falcon 9, podczas testów naziemnych, 1 września 2016 r.

Czytaj też: Straty klientów SpaceX po wypadku na przylądku Canaveral

W celu zapewnienia klientom ciągłości realizacji swoich usług Spacecom wydzierżawił wówczas od firmy AsiaSat z Hong Kongu prawo do korzystania ze slotów na satelicie AsiaSat-8. Umowę zawarto na 4 lata, z możliwością przedłużenia o kolejny rok. Spacecom płaci za tę usługę, realizowaną od lutego 2017 r., 22 mln USD rocznie.

Tymczasem izraelski telekom naprawił swoje stosunki z koncernem Elona Muska. W rezultacie zapadła decyzja, że w drugim kwartale 2019 r. SpaceX wyniesie dla Spacecom w przestrzeń kosmiczną satelitę Amos-17. Do tego celu zostanie wykorzystana rakieta Falcon 9, być może z dolnym stopniem, który był już wcześniej użyty. Na skutek zawartej ugody wszystkie koszty tego startu pokryje SpaceX, w ramach rekompensaty za straty, jakich firma z Izraela doznała na skutek wypadku w września 2016 r.

Czytaj też: Izraelskie problemy po utracie satelity Amos-6

Wyprodukowany przez Boeinga i wart 161 mln USD Amos-17 będzie ważył 5,5 tony. Na orbicie zastąpi Amosa-5, który zepsuł się w 2015 r. po zaledwie czterech latach pracy. Według planu Amos-17 ma pozostać w służbie przez 19 lat.

Istnieje możliwość, że Spacecom zdecyduje się powierzyć SpaceX także wystrzelenie kolejnego satelity komunikacyjnego, oznaczonego Amos-8, nieco mniejszego od Amosa-17. Amos-8 przejmie zadania, które miał pierwotnie wykonywać zniszczony Amos-6. Satelita może zostać wyniesiony w drugiej połowie 2020 r. Jeśli Izraelczycy zdecydują się wynająć SpaceX jako przewoźnika, wówczas za start Amosa-8 zapłacą już regularną cenę w wysokości 62 mln USD.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

6 komentarzy

Courre de Moll Piątek, 20 Października 2017, 15:09
Nie bardzo rozumiem te "animozje", "ugody" i "rekompensaty" - przecież ryzyko niepowodzenia jest wpisane w każdą misję kosmiczną, więc umowa powinna przewidywać taką ewentualność, zakres odpowiedzialności, odszkodowanie itd, a misja powinna być ubezpieczona...
Tropiciel Poniedziałek, 23 Października 2017, 8:30
I była. Ale z tego co czytałem ubezpiecznie było od momentu startu rakiety. Natomiast w tym wypadku doszło do awarii przed startem czego ubezpieczenie już nie obejmowało.
Autor komentarza Niedziela, 22 Października 2017, 18:14
umowa zawierałą taką ewentualność... podczas startu, problem powstał bo eksplozja wydarzyła się podczas prób naziemnych kilka dni przed tym ubezpieczonym startem.
Paweł Sobota, 21 Października 2017, 22:43
Ale do zniszczenia nie doszło podczas misji , tylko podczas testów. Pewnie tutaj jest różnica, bo byl to pierwszy taki wypadek w historii. pzdr
Smuteczek Piątek, 20 Października 2017, 23:16
"Umowa powinna była przewidywac" ... niestety nie wszystko było tak dokładnie wyszczegulnione. Zwykle ubezpieczenia obejmuja tylko start a tamten wypadek miał miejsce jeszcze podczas testów :)
w Piątek, 20 Października 2017, 21:10
Ale tu rakieta pizgła podczas testu statycznego i ubezpieczenie mogło tego nie objąć no i jest problem kto za to zapłaci.Owszem mogą się ciągać po sądach ale po co zrażać klienta i odstraszać kolejnych.Lepiej zaoferować mu darmowy lot używką i wziąć na klatę koszta,w dłuższej perspektywie się to opłaci.Tu najlepiej widać jaką przewagę nad konkurencją ma Musk:możliwość użycia używanych rakiet plus bardzo duża liczba startów pozwala mu na to aby niektóre loty były deficytowe w imię dobrej współpracy z klientem.Do tego ubezpieczyciele patrzą przychylnym okiem na firmę która oferuje darmowy lot klientowi po wcześniejszej wpadce a to oznacza niższe stawki ubezpieczeń za ładunek które w przypadku SpaceX są prawie na poziomie Ariane 5 i aż 3-krotnie niższe niż dla Protona z czego wynika brak klientów na tę rakietę.