Europejskie rakiety nośne dla polskich satelitów? [ANALIZA]

Sobota, 14 Października 2017, 15:09 Vega
Sobota, 14 Października 2017, 15:09
Sobota, 14 Października 2017, 15:09 Prometheus
Sobota, 14 Października 2017, 15:09
  • Vega
  • Prometheus

Europejski przewoźnik kosmiczny Arianespace ma doskonałą passę, zbierając pokaźną liczbę zamówień na starty swoich rakiet. Koncern pracuje nad rychłym wdrożeniem do użytku nowych wersji swoich rakiet nośnych Ariane i Vega. Ma to znaczenie także dla Polski, ponieważ wybór Arianespace do realizacji wyniesienia przyszłego polskiego satelity obserwacji Ziemi wydaje się uzasadniony, tak z technicznego, jak i politycznego punktu widzenia.

Na dzień 11 września 2017 r. przedsiębiorstwo Arianespace miało w swoim portfelu przyszłych zamówień kontrakty na 53 loty: 27 startów zeuropeizowanej wersji rakiety Sojuz, 17 w wykonaniu Ariane 5 i dziewięć pojazdu Vega. Łączna wartość wskazanych umów opiewała na 4,7 mld euro. Od tego momentu pojawiły się już kolejne zamówienia.

We wtorek 12 września luksemburski operator satelitarny SES ogłosił podpisanie dwóch kontraktów z francuską firmą Arianespace. Umowy obejmują wyniesienie piątej serii satelitów O3b oraz ciężkiego satelity komunikacyjnego SES-17. Seria satelitów O3b znajdzie się na orbicie w 2019 roku. Będą wyniesione z Gujany Francuskiej na rakiecie Sojuz. Drugi kontrakt dotyczy zbudowanego przez Thales Alenia Space satelity SES-17, którego przetransportuje na orbitę rakieta nośna Ariane 5.

Natomiast podczas tegorocznego World Satellite Business Week (WSBW), Arianespace podpisało rozszerzony kontrakt na umieszczenie na orbicie kolejnych satelitów systemu nawigacyjnego Galileo - po raz pierwszy z użyciem nowego systemu nośnego Ariane 6. Owe elementy europejskiej konstelacji GNSS trafią w przestrzeń kosmiczną podczas dwóch misji, po jednej w 2020 i 2021 r.

W stronę Ariane 6

Pod koniec 2017 r. Arianespace będzie zamawiać ostatnią już partię produkcyjną rakiet Ariane 5. Liczba pojazdów w tej partii ma wynosić około 18 sztuk. Posłużą one do obsługi klientów przewoźnika we wczesnych latach dwudziestych obecnego stulecia. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w 2023 r. Arianespace ostatecznie przerzuci się w swojej działalności z rakiet Ariane 5 na Ariane 6. Europejska wersja rakiety Sojuz ma natomiast po raz ostatni polecieć z kosmodromu Kourou w Gujanie Francuskiej w roku 2022.

Ilustracja: ESA–David Ducros, 2017

Pierwszy start Ariane 6 ma, według obecnych prognoz, nastąpić w 2020 r. Ważnym momentem dla rozwoju projektu nowej europejskiej rakiety było spotkanie Rady Ministerialnej ESA w grudniu 2014 r. To wtedy zadecydowano, że budowa konkurencyjnej rakiety nośnej jest niezbędna, by Europa mogła pozostać liderem na szybko zmieniającym się rynku usług związanych z wynoszeniem ładunków w przestrzeń kosmiczną.

Ariane 6 ma być, po raz pierwszy w historii pojazdów Ariane, składana w pozycji poziomej, następnie zaś transportowana na miejsce startu i stawiana do pionu przy użyciu mobilnej suwnicy.

Holding ArianeGroup (dawniej Airbus Safran Launchers), dąży do tego, by koszt produkcji rakiety Ariane 6 był nawet o 40% niższy niż w przypadku Ariane 5. Jednym z podstawowych źródeł tej oszczędności jest fakt, że Ariane 6 nie jest zupełnie nową, tworzoną od podstaw konstrukcją, lecz zmodyfikowaną wersją swojej poprzedniczki, której produkcja ma ulec uprzemysłowieniu.

Ariane 6 bazuje na uprzemysłowieniu Ariane 5. Nie jest to więc zupełnie nowy projekt. Innowacje są mają na celu przede wszystkim zwiększenie wydajności produkcji.

Patrick Bonguet, dyrektor programu Ariane 6 w ArianeGroup

Oszczędności przyniesie też szersze zastosowanie technologii druku 3d, dla usprawnienia produkcji skomplikowanych podzespołów, które trudno wytworzyć w inny sposób. Ariane 6 będzie korzystać z około 12 większych elementów przygotowanych tą techniką, podczas gdy Ariane 5 korzysta tylko z jednego.

W połowie września br. ArianeGroup i Francuska Agencja Kosmiczna CNES podpisały porozumienie o współpracy na rzecz długofalowego rozwoju Ariane 6, który pozwoliłby temu europejskiemu pojazdowi na zachowanie pozycji lidera w dłuższej perspektywie czasowej – w latach 30-tych XXI wieku.

W dzisiejszym, coraz bardziej konkurencyjnym globalnym sektorze rakiet nośnych, szczególnie ważne jest, by już zapoczątkować rozwój technologii, które teraz będą latały w przyszłych wersjach Ariane 6 po 2030 roku.

komunikat prasowy CNES, 21 września 2017 r.

Jednym z kierunków rozwoju nowej europejskiej rakiety nośnej może być zaimplementowanie w niej z czasem silnika rakietowego wielokrotnego użytku Prometheus. To zespół napędowy wykorzystujący metan i tlen. Produkcja Prometheusa mogłaby być nawet dziesięciokrotnie tańsza niż wykorzystywanego obecnie w takietach Ariane 5 silnika Vulcain.

Prometheus

Silnik Prometheus. Ilustracja: ArianeGroup

Władze ArianeGroup przyznają jednak wprost, że póki co, grupa nie jest stuprocentowo przekonana do idei reusability, w szczególności co do tego, czy obranie takiej ścieżki byłoby dla nich opłacalne jako dla producenta rakiet. Stąd też główne wysiłki w zakresie badań i rozwoju prowadzonych przez koncern nie są bynajmniej skierowane na analizowanie możliwości wielokrotnego używania członów rakiet. Niemniej pewne prace badawcze w tym zakresie są prowadzone, by Europa nie została za bardzo w tyle wobec dynamicznego rozwoju tego typu technologii w USA, za sprawą działań SpaceX i Blue Origin.

Być może najpierw ArianeGroup poczyni jedynie mały krok ku reusability, zaczynając od wielokrotnego wykorzystywania osłon aerodynamicznych dla ładunków wynoszonych na swoich rakietach. W tej kwestii trwają już rozmowy z dostawcą owiewek, szwajcarską firmą Ruag Space.

Rozmawiamy z Ruagiem. Przedstawili nam swoją koncepcję. Jeśli to zadziała, i przyniesie oszczędności, zaadaptujemy to.

Patrick Bonguet, dyrektor programu Ariane 6 w ArianeGroup

Kooperacja pomiędzy Ariane i CNES przekłada się również na rozbudowę europejskiego kosmodromu w Kourou. Francuska Agencja Kosmiczna odpowiada za wybudowanie w Gujanie Francuskiej nowej platformy startowej (ELA4), z której będą w przyszłości startować rakiety Ariane 6. Generalnie rzecz biorąc, naziemna obsługa Ariane 6 ma być prostsza i wymagać mniej czasu niż ma to miejsce w przypadku Ariane 5. Potrzebne będzie do tego celu także mniej budynków.

Vega – dla mniejszych ładunków

W 2019 r. Arianespace ma po raz pierwszy wystrzelić rakietę Vega C, nową wersję pojazdu Vega, przeznaczonego do wynoszenia lżejszych ładunków niż Ariane. Vega C będzie zdolna wynieść 2,2 tony – niemal 50% więcej niż Vega – na kołową, polarną niską orbitę okołoziemską o wysokości 700 km.

W pierwszym stopniu nowej rakiety silnik P120 zastąpi użytkowaną w Vedze jednostkę napędową P80 na stały materiał pędny. Silniki P120, takie same jak w rakiecie Vega C, będą też wykorzystywane w bocznych rakietach pomocniczych (strap-on boosters) pojazdu Ariane 6, co w ogólnym rachunku pozwoli na obniżenie kosztów po stronie Arianespace.

Stanowisko startowe dla rakiet Vega w Kourou w Gujanie Francuskiej. Fot. ESA - S. Corvaja

Pod koniec września br. spółka Arianespace poinformowała, że podpisała kontrakt na zakup dziesięciu nowych rakiet Vega od ich włoskiego producenta, firmy Avio. Cztery z zamówionych pojazdów mają powstać w wersji „C”, przy czym trzy spośród tych czterech znalazły już klientów, którym posłużą do wyniesienia ładunków.

Koncern Airbus Defence and Space zamówił u Arianespace dwa loty pojazdu Vega C, podczas których wystrzelone zostaną cztery satelity konstelacji obserwacji Ziemi nowej generacji, zdolne zapewnić obrazy o bardzo wysokiej rozdzielczości. Pierwsze z nich mają trafić na orbitę w połowie 2020 r.

Trzeci rakieta nośna Vega C posłuży wystrzeleniu satelity włoskiej konstelacji rozpoznania radarowego Cosmo-SkyMed. Kontrakt, na wystrzelenie dwóch tego typu urządzeń dla Włoskiej Agencji Kosmicznej (ASI) i włoskiego Ministerstwa Obrony został podpisany we wrześniu 2017 r. przez Arianespace i producenta satelitów – Thales Alenia Space. Obydwa urządzenia zostaną wyniesione z Kourou, jedno przez rakietę Sojuz, drugie właśnie przez pojazd Vega C.

Na mocy umowy z 2014 roku dane pochodzące z wyposażonych w syntetyczną aperturę radarową (SAR) satelitów systemu COSMO-SkyMed Seconda Generazione będzie pozyskiwać Polskie Ministerstwo Obrony Narodowej. Stacja odbiorcza systemu P-DUGS (Polish – Defence User Ground Segment) powstaje  w Białobrzegach na północ od Warszawy.

Satelity Cosmo-SkyMed drugiej generacji to statki do obserwacji Ziemi wyposażone w najnowocześniejsze technologie i rozwiązania inżynieryjne, które dodatkowo wzmacniają włoską dominację w tym sektorze. Będą one również sprzyjać rozwijaniu międzynarodowych partnerstw strategicznych, takich jak te już zawarte z Francją i Polską.

komunikat prasowy Arianespace, 27 września 2017 r.

Czytaj też: COSMO-SkyMed: włoski „patent” na polskie rozpoznanie satelitarne [ANALIZA]

Jak przekonują reprezentanci koncernu Arianespace, system nośny Vega szczególnie dobrze nadaje się do wynoszenia satelitów naukowych lub służących obserwacji Ziemi, na orbity LEO lub orbitę heliosynchroniczną. Rakieta jest w pełni dostępna dla europejskich misji instytucjonalnych oraz rządowych, oferując klientom wysoką jakość usług.

Dzięki udostępnieniu [klientom] 10 startów rakiet Vega i Vega C Arianespace odpowiada na rosnące zapotrzebowanie zarówno klientów rządowych, jak i komercyjnych, na usługi wynoszenia małych satelitów, w szczególności dla misji naukowych i obserwacji Ziemi.

Luce Fabreguettes, wiceprezes Arianespace ds. misji, operacji i zakupów

Vega dla Polski

Polska pilnie potrzebuje satelity lub satelitów obserwacyjnych, które, zwłaszcza w aspekcie militarnym, zwiększyłyby świadomość sytuacyjną władz i dowództwa Sił Zbrojnych RP. W ostatnim czasie powstały dwa niezależne studia wykonalności, co do krajowych potrzeb w kwestii systemu satelitarnego rozpoznania.

W studium powstałym pod kierunkiem WAT, dotyczącym zapewnienia rozpoznania obrazowego w zakresie pasma widzialnego i bliskiej podczerwieni stwierdzono, że najkorzystniejsze byłoby pozyskanie przez Polskę dwóch satelitów: jednego z instrumentami pozwalającymi na obserwację wysokiej rozdzielczości (rozdzielczość od 1 do 2 m - HR) i jednego o bardzo wysokiej rozdzielczości (od 0,5 m do 0,7 m - VHR). Dwa satelity uzupełniałyby się, pozwoliłoby to też na skrócenie czasu rewizyty, dzięki czemu uzyskane dane byłyby bardziej aktualne. Satelita HR miałby służyć zarówno celom wojskowym, jak i cywilnym. Satelita VHR miałby być natomiast używany wyłącznie do celów militarnych. Polskie satelity miałyby trafić na orbitę heliosynchroniczną na wysokość pomiędzy 600 a 700 km nad Ziemią.

Pozyskanie satelity (bądź satelitów) optoelektronicznego jest dla władz zdecydowanie zadaniem priorytetowym. Mając własne narzędzie do tego celu Warszawa nie będzie tak mocno jak do tej pory uzależniona od swoich zagranicznych partnerów w kwestii śledzenia sytuacji w interesujących nas regionach ze szczególnym uwzględnieniem bezpośredniego otoczenia Polski. 

Czytaj też: Pociski JASSM to dopiero początek zakupów MON. "Niezbędny satelita"

W dalszej przyszłości krajowa administracja może podjąć działania na rzecz pozyskania przez Polskę własnych satelitów wyposażonych w radar z syntetyczną aperturą (SAR). Z opracowania przygotowanego przez PZL Warszawa Okęcie na zlecenie PAK wynika, że potrzeby wojska, służb, administracji i polskich przedsiębiorstw mogą zostać spełnione poprzez parę satelitów rozmieszczonych na heliosynchronicznej, niskiej orbicie okołoziemskiej (LEO), w odstępie 180⁰. Urządzenia te miałyby dostarczać radarowych zobrazowań powierzchni Ziemi w paśmie X. Miałaby to być para satelitów małych – klasy mikro (10-100) kg lub mini (100-500 kg).

Zarówno masa, czy też masy, jak i trajektorie przyszłych satelitów obserwacji Ziemi wskazują, zgodnie zresztą z przekazem płynącym od samego przewoźnika Arianespace, że dobrą rakietą nośną dla przyszłego wynoszenia polskich satelitów rozpoznawczych byłaby Vega.

Po pierwsze, Polska współpracuje już z Włochami, których rząd podzieli się z nami, w ramach umowy, danymi ze wspomnianej konstelacji satelitów radarowych Cosmo-SkyMed. Dobrym sygnałem, że Warszawa jest żywo zainteresowana dalszą współpracą z Rzymem, będzie wybór rakiety produkowanej przez włoskie zakłady Avio.

Równie dobrze można sobie jednak wyobrazić, że pierwszy satelita rozpoznawczy RP poleci w kosmos dużą rakietą, współdzieląc lot z wieloma innymi ładunkami z różnych krajów. Może też się zdarzyć, że Polska zdecyduje się wysłać naraz więcej niż jedno gotowe urządzenie. Wówczas usługa dla naszego kraju może być wykonana z użyciem pojazdu Ariane 6.

Racjonalne jest generalnie dążenie do tego, żeby polskiego satelitę EO, kiedy wreszcie będzie on gotowy, w przestrzeń kosmiczną dostarczyli nasi europejscy partnerzy. Nie byłaby uzasadnioną próba realizacji tego typu usług za pośrednictwem Chin czy Indii, a już na pewno nie, z oczywistych przyczyn, Rosji. Względy bezpieczeństwa narodowego jednoznacznie przemawiają za tym, ażeby gotowego polskiego satelitę EO przekazać celem wyniesienia w przestrzeń kosmiczną, w ręce państwa, które pozostaje związane z Rzeczpospolitą Polską sojuszem militarnym. W grę wchodzą zatem nasi partnerzy z NATO.

Oczywiście wśród nich jest też USA, gdzie działają dwa duże przedsiębiorstwa zajmujące się wynoszeniem ładunków na orbitę okołoziemską, a więc United Launch Alliance, będący spółką joint-venture Lockheeda Martina i Boeinga oraz SpaceX, należący do otwartego na innowacje miliardera Elona Muska. Jednak w długofalowo rozumianym interesie naszego kraju leży zdecydowanie wspieranie europejskiego przemysłu kosmicznego i współpraca z partnerami ze Starego Kontynentu. Gospodarka działa tu bowiem na zasadzie naczyń połączonych, i im lepsza kondycja tej gałęzi przemysłu w Europie, tym lepsze perspektywy dla rozwoju polskich firm z tego sektora. Nie bez znaczenia jest także aspekt polityczny całej sprawy. Poprzez wybór europejskiego przewoźnika na orbitę Warszawa ma szansę wysłać ważny sygnał do Wspólnoty, że nasz kraj chce dalej być jej członkiem, uczestniczyć w relacjach handlowych, ale także wspólnie budować bezpieczeństwo.

Pierwszy polski satelita, służący wojskowemu rozpoznaniu, powinien w związku z tym polecieć w przestrzeń kosmiczną europejską rakietą, za sprawą europejskiego przewoźnika i z europejskiego kosmodromu. Działania naszego kraju na tym polu powinny być więc spójne z Europejską Strategią Kosmiczną.

Czytaj też: Szwecja z własnym kosmodromem?

Nie bez znaczenia jest też pożądana, dobra współpraca naszego kraju z Europejską Agencją Kosmiczną, której Polska jest członkiem od 2012 r. Silna pozycja polityczna i ekonomiczna ESA przekłada się bowiem na więcej zamówień, które mogą realizować dla Agencji krajowe firmy reprezentujące tę innowacyjną gałąź gospodarki. Zaś europejski kosmodrom i rakiety nośne produkowane w państwach Starego Kontynentu dają Europie nabierającą z każdym rokiem większego znaczenia niezależność w dostępie do przestrzeni kosmicznej.

Zanim pierwszy polski satelita obserwacyjny będzie gotowy do wystrzelenia na orbitę upłynie zapewne co najmniej kilka lat. Jest przy tym możliwe, że głównym wykonawcą (prime) urządzenia będzie duży koncern spoza kontynentu europejskiego, tym bardziej, że zainteresowanie polskim programem satelitarnym wyrażają nie tylko firmy europejskie, ale też amerykańskie czy izraelskie.

Czasu na wskazanie dla niego systemu nośnego zostało jeszcze dużo. Niemniej, niezależnie od wyboru ewentualnego integratora satelity, wyżej opisane powody wskazują jednoznacznie, że w kwestii jego wyniesienia oczy rodzimych decydentów powinny się kierować na europejskiego usługodawcę. Ewentualna przyszła polska współpraca z Arianespace pomogłaby też temu przedsiębiorstwu choć w małym stopniu zbliżyć się do SpaceX, jeśli chodzi o procent realizacji startów dla odbiorców rządowych. Jak bowiem wskazuje Stephane Israel, CEO Arianespace, dotąd jego firma realizuje 1/3 startów dla europejskich rządów i 2/3 dla sektora komercyjnego. SpaceX natomiast wystrzeliwuje 2/3 rakiet realizując zamówienia administracji rządowej i 1/3 na rzecz klientów komercyjnych.

Czytaj też: Europejskie rakiety nośne. Strategiczna niezależność dla Starego Kontynentu [ANALIZA]

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

9 komentarzy

niewierzący Czwartek, 16 Listopada 2017, 8:50
Na orbicie powinien być tłok od polskich satelitów!A dalvczego nie ma tam ani jednego?hmm, a dlaczego w Polsce nie ma elektrowni atomowych?a dlaczego e Polsce nie ma swojego czołgu?rakiety?Przeciez w Polsce sa setki wyszzych uczelni, które w przeciągu postatnbich 40 lat opuściło dziesiątki tysięcy inżynierów różnych specjalności, w tym technologii rakietowych...kosmicznych itd.!Co jest do choelery...czy Polska ma przyspawaną do nogi jakąś niewidzialna kulę czy jak?!Jak to wyjasnić, że EA ma : Słowacja, Czechy, Litwa, Ukraina, Rumunia, Bułgaria, nawet byłe NRD...a w Polsce, choć atomistyka rozwijana jest od lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku..z jakiś powodów...."nie lzja"...?!!Nie wierze że to przypadek..po prostu to się w pale nie mieści!!!
cenzor, nie męcz się i tak nie puścisz Poniedziałek, 16 Października 2017, 22:10
Szum, komunały, szum, komunały, szum, komunały ... a na rakiecie czeska flaga. Jakie to typowe. Krajowa propaganda sukcesu wróciła - będziemy, kupimy, zrobimy, załatwimy, ... itd. Gówniarze.
Zwolennik polskiej kosmonautyki oraz NATO i UE Poniedziałek, 16 Października 2017, 15:11
Blisko 90% polskiego eksportu idzie do Europy, ok. 2,5% do USA i wynika to z opłacalności dla polskich ekporterów (niższe koszty). RFN okupowała całą zachodnią UE, ale od ponad pół wieku rozwija znakomite i przyjazne stosunki z całą zach. UE (i oczywiście nie tylko). Zachodnia UE stworzyła i cały czas rozwija współpracę w ramach UE, aż po poziom rozwoju, na którym państwa zach. UE związały się wspólną walutą. To, że żadne państwo mogąc wyjść z UE lub z euro ani myśli to robić, wynika z tego, że państwa te (także FrancjaWłochy i Niemcy) widzą najlepsze możliwości realizacji ich interesów narodowych we współpracy w UE i w euro. Państwa wschodniej UE wstępują do euro na wyścigi, o ile tylko pozwala im na to ich gospodarka oraz poziom kompetencji ich polityków. Oznacza to, że także państwa wschodniej UE widzą w UE i w euro najlepsze możliwości realizowania ich interesów narodowych.
Polacy, którzy uważają, że w przypadku Polski jest inaczej, nie mają racji w najmniejszym nawet stopniu, mają ZERO racji. Ani Francji, ani RFN, ani Włoch, ani nawet Rosji (bo tylko się broni, a bez obalenia demokracji Ukrainy przed wyborami puczem, Krym nadal należałby do Ukrainy) nie możemy uznać za zagrożenie, Za psucie stosunków Polski z UE odpowiadają jednostronnie polscy i wyspierający ich Polacy. W szczególności nieprawdą jest, że UE nie pozwala Polsce posiadać przepisy prawne, jakie Polska by chciała -- UE, a dokładniej jej państwa członkowskie mają jednak katalog kilkudziesięciu warunków, jakie państwo europejskie musi spełniać, aby wstąpić i pozostać w UE. Nie spełniając tych warunków przynależności do UE Polska musi UE opuścić.
Poza UE są tylko państwa, którym przynależność do UE uniemożliwiają ich banksterzy, czyli państwa z rozbudowanym sektorem finansowym: UK i Szwajcaria. Banksterzy Uk i Szwajcarii nie chcą po prostu podatku Tobina od transakcji finansowych, które jako jedyne nie są opodatkowane (podczas gdy przemysł, transport, handel itd. są opodatkowane od zawsze). Zapomniałem o Norwegii, która wpłaca do kasy UE, ale mniej, niż by wpłacała należąc do UE i dzieląc się tym samym dochodami ze swej ropy/gazu (Norwegia chce mieć swój skarb tylko dla siebie). Interes UK i Szwajcarii został zatem podporządkowany interesowi banksterów UK i Szwajcarii nie z uwagi na samo opodatkowanie (chodzi o zaledwie ok. 35 mld. euro w całej UE), ale z uwagi na to, że legalność opodatkowywania transakcji finansowych w UE pozwalałaby na ich kontrolę i przy okazji wykrywanie transakcji nielegalnych i niemoralnych. To są jednak 3 egoistyczne wyjątki, a Polska (tak jak pozostałe kraje UE) nie ma ani gazu/ropy, ani wielkiego sektora finansowego.

O ile zatem usługę wynoszenia na orbitę możemy kupić także poza UE (w USA, Japonii, Chinach lubw Rosji), to tylko kupno w UE pociąga za sobą wzmocnienie UE oraz Polski jako części UE, czyli rozwój polskiej współpracy z przemysłem kosmicznym i rakietowym UE.

Nie można mówić, że "USA są gwarantem naszego państwa" - to po prostu nielogiczne:
1. Polska ma wystarczające gwarancje NATO i UE, w tym gwarancje USA poprzez NATO.
2. Nawet gdyby Polska miała pisemne gwarancje USA niezwiązane z NATO, to USA najpierw i na 100% wywiążą się ze swych zobowiązań wobec członków NATO, a dopiero później lub wcale (wbrew pisemnej umowie) wobec Polski nie będącej w NATO. USA muszą bowiem bronić zach. UE chcąc niechcąc i to nawet bez NATO, które tylko ułatwia organizację obrony zach. UE. Bez NATO żadna pisemna umowa nie zmusi USA do bronienia Polski, bo indywidualnie, poza NATO, Polska może zaoferować USA miliardy, ale nie biliony, które kosztowałaby USA wojna z Rosją w obronie Polski poza NATO.
USA po prostu nie dotrzymają gwarancji wobec Polski, bo USA zagraża tylko opanowanie potencjału naukowego, gospodarczego, naukowego i wojskowego zach. UE i NATO, ale podbicie Polski przez Rosję. Przeciwnie, w rozgrywce światowj, z Rosją, z Chinmi dla USA mogłby być korzystnym, aby Rosja zajęła Polskę, bo wzmocniłoby to stosunki USA z przerażoną zach. UE i z resztą świata przeciw Rosji. Oczywiście to "mogłoby" być tylko teoretycznie, bp praktycznie będzie w następnych co najmniej 50 latach za słaba by zaatakowć Polskę i inne kraje poza wyjątkiem, że zostanie do tego zmuszona przez sąsiadów uważających się za "pionków" USA.
3. Bazy USA w RFN i we Francji są tam, bo leży to w interesie Francji, RFN oraz reszty NATO, a nie dlatego by jakoś wpływać na Francję lub RFN. NATO nie należy do USA i nie jest narzędziem USA dla panowania nad członkami NATO. Trzeba sporego oderwania od realnego świata, by sobie to wyobrażać inaczej.
Zwolennik polskiej kosmonautyki oraz NATO i UE Wtorek, 17 Października 2017, 14:47
Errata dużymi literami - powinno być:
"Za psucie stosunków Polski z UE odpowiadają jednostronnie polscy POLITYCY i wyspierający ich"
"bo USA zagraża tylko opanowanie potencjału naukowego, gospodarczego, naukowego i wojskowego zach. UE i INNYCH PANSTW NATO, ale NIE podbicie Polski przez Rosję."
Przepraszam za te wynikłe z pośpiechu błędy. :-)
Gall Anonim Poniedziałek, 16 Października 2017, 6:54
Typowy polityczny pean pod adresem grupy Arianespace. Rakieta Vega wydaje się naturalnym wyborem dla polskich satelitów rozpoznania optycznego, lecz nie oznacza to, że jest to wybór jedyny. Europejscy partnerzy działają we własnym interesie wyłącznie, jak pokazała to niedawna przeszłość i należy ich traktować krytycznie, jak każdego innego dostawcę usługi wyniesienia. Wypowiedź dr. Orleańskiego na temat możliwych działań europejskiego partnera w programie satelity optoelektronicznego w jednym z wywiadów w Skanerze Space24 nie bierze się z niczego. Także polityka krajów naszych europejskich partnerów względem naszego kraju i naszych spraw wewnętrznych przeczy idei samego partnerstwa i odradzałbym zdjęcie różowych okularów wiary w europejską solidarność. Interes strategiczny Polski najpierw, a potem interes europejski, jeśli jest z nim zbieżny. Taki mamy polityczny klimat. Niestety.
user1 Poniedziałek, 16 Października 2017, 1:56
Błędna analiza - Francja , Włochy i Niemcy są obecnie krajami NATO lecz tak naprawdę są politycznie nakierowane na swoje interesy narodowe . W szerszej perspektywie czasu należy te kraje uznać za zagrożenie podobnie jak obecną Rosję ( oczywiście na poziomie krajowych agend ) . Jedynym gwarantem naszego państwa jest USA i to sobie należy uświadomić . Tak długo jak amerykańskie bazy są w Niemczech i we Włoszech i tak długo jak presja wywierana na Francję jest skuteczna - tak długo jako kraj jesteśmy bezpieczni ( oczywiście na Rosję również ! ) . Dlatego korzystajmy z usług sprawdzonych amerykańskich przyjaciół jeśli chodzi o wynoszenie satelitów w przestrzeń kosmiczną - bo inaczej współpraca z krajami europejskimi odbije nam się czkawką ( można być nawet pewnym celowemu sfuszerowaniu misji francuskich rakiet nośnych - by tylko Polska nie uzyskała przewagi strategicznej w związku z pozyskaniem satelitów obserwacyjnych ).
gnago Niedziela, 15 Października 2017, 19:13
Ech co za los. A jak ma się kosmonautyka w kraju który jako trzeci po II wojnie osiągnął granice kosmosu?
Davien Czwartek, 26 Października 2017, 6:33
Znacznie lepiej niz upadajaca kosmonautyka w Rosji.
Dominik Sobota, 14 Października 2017, 21:15
Bardzo rozbudowana i rzeczowa analiza!