Banaszkiewicz: Narodowy program ze stabilnym finansowaniem kołem zamachowym polskiego przemysłu kosmicznego [OPINIA]

Piątek, 02 Czerwca 2017, 12:58

Co zrobić, by polskie przedsiębiorstwa integrowały satelity? Jak znaleźć nisze technologiczne na europejskim rynku? O potrzebie budowy kadr i rozwoju krajowego sektora kosmicznego w oparciu o Narodowy Program Kosmiczny opowiada profesor Marek Banaszkiewicz, były szef CBK PAN i prezes Polskiej Agencji Kosmicznej, obecnie w Hertz Systems.

Dążymy do tego, żeby polskie firmy mogły samodzielnie integrować satelity. Jednak, żeby się tego nauczyć, krajowe podmioty muszą opanować po drodze szereg umiejętności, dobrze wiedzieć, jak się buduje podzespoły czy podsystemy składające się przykładowo na napęd, mechanizm kontroli orientacji, bądź zasilanie. Duzi integratorzy, tacy jak Airbus, potrafią samodzielnie uporać się z tym wszystkim, co nie znaczy, że zawsze chcą robić to własnymi siłami. Zazwyczaj wolą stworzyć łańcuch dostawców, który im te podsystemy zapewni. Jeśli natomiast trzeba zrobić coś nowego, innowacyjnego, tacy wielcy gracze często uruchamiają w tym celu swój ogromny potencjał badawczo-rozwojowy.

Jeśli w Polsce chcemy realizować długofalowy plan strategiczny w sektorze kosmicznym, to powinniśmy wytypować firmy, które staną się dostawcami konkretnych podzespołów satelitarnych. Następnie, trzeba wybranym podmiotom dać się wyspecjalizować, ale do realizacji tego celu potrzebne są pieniądze, czas i możliwość uczenia się - odbycia przez personel tych firm treningu. Taką praktykę najlepiej zdobywać uczestnicząc w projektach Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Szukając w przemyśle kosmicznym nisz do potencjalnego zagospodarowania przez rodzimych przedsiębiorców należy przeprowadzić dokładną analizę rynku. Także w tym celu warto kontaktować się z ESA, próbując ustalić, jakie są specyficzne potrzeby Agencji. Szkolić polskich inżynierów możemy także bezpośrednio wysyłając ich do pracy w dużych zagranicznych koncernach. Jeśli nawiążemy z nimi dobrą współpracę, to jest szansa, że same te przedsiębiorstwa ujawnią nam, gdzie widzą owe nisze technologiczne.

Z czego wynikają nisze technologiczne? Po pierwsze z faktu, że liczba poddostawców jest zwykle mocno ograniczona. Jeśli w danym segmencie poddostawcy już są, możemy starać się z nimi konkurować ceną, nowatorskim podejściem, czy szybkością wdrożenia rozwiązania. Firmy produkujące elementy na rzecz sektora kosmicznego często przez długi okres produkują w jednej technologii. Przychodzi moment, gdy ta technologia się starzeje, i wtedy jest dobry czas by wejść na rynek z nowym pomysłem. W takim wypadku trzeba niejako rynek wyprzedzać, korzystając na przykład ze wsparcia ESA.

Znalezienie nisz technologicznych nie jest łatwe. Europejski rynek satelitarny jest wszak już dojrzały, działa prężnie i produkuje dużą liczbę urządzeń - choćby na potrzeby programów Copernicus i Galileo. Niezagospodarowane miejsce na rynku może czasem dostrzec zdolny polski inżynier, czy grupa takich inżynierów. Szczególnie dobrze rokują w tej kwestii ludzie innowacyjni, ale zarazem już sprawdzeni. Znakomicie ilustruje to przykład Centrum Badań Kosmicznych PAN. Pracownicy tej instytucji doskonalili się na wybranych polach, aż wreszcie osiągnęli w tych dziedzinach poziom europejski czy wręcz światowy. Pamiętajmy jednak, że CBK to instytut naukowy, a nie komercyjny gracz przemysłowy.

Reprezentujące przemysł firmy nie mają na tyle dużych zasobów czasu i pieniędzy, by przez długi okres się w czymś wprawiać, nie uzyskując z tego przychodu. I tu pojawia się odwieczne pytanie: jak pożenić naukę z przemysłem? Efektem takiej inercji powinien być rozwój nauki owocujący doskonaleniem się przemysłu i komercjalizacją wypracowanych rozwiązań. Problem Polski polega na tym, że ciągle nie mamy narodowego programu, który wspierałby innowacyjność w nauce oraz jej implementowanie dla sektora komercyjnego. Najważniejszym składnikiem takiego programu winna być zakładająca daleki horyzont deklaracja rządu, że po uruchomieniu programu zachowa on aż do końca stabilne finansowanie.

Stworzona już Polska Strategia Kosmiczna idzie w dobrym kierunku. Jej realizacja powinna przynieść społeczeństwu wymierne korzyści, na przykład w aspekcie wzrostu bezpieczeństwa narodowego. Jednak strategia jest dokumentem bardzo ogólnym. Pytanie, jak sformułowane tam założenia wdrożyć, zrealizować? Jak chociażby zbudujemy własne kadry? Do budowy przemysłu kosmicznego potrzebni są ludzie, których trzeba zawczasu odpowiednio wykształcić. Wykształconych specjalistów należy z kolei utrzymać w kraju. Kołem zamachowym, które to wszystko napędzi, powinien stać się Narodowy Program Kosmiczny.

Działając w projektach ESA nigdy nie będziemy mieli swobody wyboru by robić i uczyć się tego, co akurat jest kluczowe z punktu widzenia potrzeb naszego kraju. Agencja nie zwróci się do Polski z prośbą o wynalezienie czegoś unikatowego dla Copernicusa i Galileo, bo te programy są już mocno rozwinięte, a rozwiązania na których je oparto już wcześniej wypracowali inni. Chcąc wiele na kosmicznym rynku osiągnąć musimy umieszczać naszych inżynierów na froncie - tam, gdzie koncepcje dopiero powstają. Tylko jak mamy szybko wykształcić własnych specjalistów, by mogli się w takiej awangardzie znaleźć? Do tego właśnie potrzebny jest program narodowy. Bez tego instytucjonalnego wsparcia polski przemysł będzie miał duże trudności by na jakimś niszowym polu wysunąć się w Europie na prowadzenie.

Być może warto wzorem Hiszpanii, poświęcić część środków programu na kształcenie Polaków w ośrodkach ESA. Tam uczyliby się uczestnicząc w realizacji projektów Agencji. Płacąc za ich staże Polska ma prawo decydować, w jakich dziedzinach inżynierowie ci będą rozwijać kompetencje. Po kilku latach wrócą do kraju nie tylko z wiedzą, ale i z szerokimi kontaktami w europejskim przemyśle kosmicznym.

Prof. dr hab. Marek Banaszkiewicz – dyrektor ds. współpracy międzynarodowej, badań i rozwoju technologii kosmicznych w firmie Hertz Systems Ltd. Dawniej pełnił funkcję dyrektora Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk oraz prezesa Polskiej Agencji Kosmicznej w latach 2014 – 2016. Prowadził wykłady dla studentów Politechniki Warszawskiej, Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz wykłady dla doktorantów w Centrum Badań Kosmicznych. Wypromował także 4 doktorantów.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

6 komentarzy

Ewa Piątek, 23 Czerwca 2017, 21:55
Czterech doktorantów ?! To błąd czy żart ?
Jurek Piątek, 23 Czerwca 2017, 9:42
A co pan kosmita powie na wyniki ostaniej kontroli NIK ...;)?
dk. Piątek, 02 Czerwca 2017, 14:29
Ależ jasne, że taki program KOSMICZNY ważniejszy jest od (na przykład) jakiegoś, phi ! , narodowego programu budownictwa mieszkaniowego, dostępnego celowo także dla zwyczajnego, polskiego pracownika ! Choć program niewątpliwie byłby prosty - łatwy.

Nie można przecież psuć kilku głównym developerom biznesu. A taki program kosmiczny ? Komuż on mógłby wadzić ? Zatem w kosmos !
Zatroskany Piątek, 02 Czerwca 2017, 18:05
Żeczywiście po co budować mieszkania np socjalne dla ludzi biednych, lepiej budować satelity kosmiczne, które są nam potrzebne jak dziura w moście :))
abc Środa, 21 Czerwca 2017, 20:47
"Żeczywiście" przez ż. Rzeczywiście lepiej niech budują satelity, debili mamy wystarczająco dużo.
CBA Czwartek, 22 Czerwca 2017, 18:59
Tacy jak ty, to najlepszy przykład, żeby nie budować satelit, bo taki "inżynier" jak ty, to zbuduje satelite, co spadnie komuś na głowę prosto z orbity: :))