Kosmiczne górnictwo: wyścig po pozaziemskie bogactwa [ANALIZA]

Sobota, 18 Marca 2017, 12:41 kosmiczne górnictwo
Sobota, 18 Marca 2017, 12:41
Sobota, 18 Marca 2017, 12:41
Sobota, 18 Marca 2017, 12:41
Sobota, 18 Marca 2017, 12:41
  • kosmiczne górnictwo

Koncept górnictwa kosmicznego sięga zarania dziejów eksploracji. To najstarsza spośród wizji komercyjnego wykorzystania przestrzeni kosmicznej oraz odpowiedź na postawiony jeszcze pod koniec XVII w. problem przeludnienia, a także kurczące się zasoby naturalne naszej planety oraz kwestię zaopatrywania potencjalnych kolonistów w kosmosie. Paradoksalnie, wizja pozyskiwania wody, minerałów i innych substancji z ciał niebieskich wciąż pozostaje niezrealizowana w czasach, w których lot na Księżyc stał się już tylko nudnym przeżytkiem, zaś w nagłówkach gazet regularnie goszczą kolejne sukcesy przedsiębiorców związanych z sektorem kosmicznym.

Górnictwo kosmiczne, znane również jako asteroid mining, składa się póki co z paradoksów. To przyszła, nieistniejąca jeszcze gałąź przemysłu, związana z pozyskiwaniem surowców naturalnych z przestrzeni kosmicznej. Mimo że obecnie z kosmosu przywozimy co najwyżej próbki materiału do badań, zakładane są poważne firmy takie jak Planetary Resources czy Deep Space Industries, które zajmują się wynajdywaniem technologii związanych z wydobyciem poza Ziemią. Krajowe i międzynarodowe regulacje prawne od dłuższego czasu uwzględniają istnienie sektora, który niby w praktyce nie funkcjonuje, ale jest na tyle istotny, że nie wolno go pomijać. Ilość czynnych pozaziemskich kopalni wynosi zero i nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić w ciągu następnych kilku czy kilkunastu lat, jednak mało kto nie traktuje dziś kosmicznego górnictwa jako nieuniknionego i integralnego elementu przyszłości. Co więcej, już teraz jest ono źródłem konfliktów.

Wewnętrzna budowa Ziemi sprawia, że większość naturalnych zasobów planety uwięziona jest na zbyt dużej głębokości, by były one dostępne górnikom. W skorupie ziemskiej, czyli tej warstwie, z której możliwe jest wydobycie, znajduje się stosunkowo niewiele złóż kopalin. Niektóre z nich są przy tym szczególnie cenne dla energetyki, przemysłu ciężkiego, przemysłu jubilerskiego i innych sfer gospodarki.

Państwa, które mają takie złoża na własnym terytorium, zyskują na wydobyciu i sprzedaży surowców – nie tylko finansowo, ale i politycznie. Najlepszym przykładem tego mechanizmu jest działalność OPEC, choć ropa naftowa nie jest jedynym surowcem o znaczeniu strategicznym. Zaliczają się do nich również mniej medialni przedstawiciele, jak m. in. kobalt, wolfram, wszelkie platynowce czy metale ziem rzadkich.

Jeśli wydobycie jest z różnych względów szczególnie intensywne, doprowadzi nieuchronnie do wyczerpania się danych złóż, o czym przypominają nieustannie media, politycy i naukowcy. Oznacza to nie tylko koniec strumienia gotówki i wpływów politycznych dla wydobywających, ale i przymus znalezienia alternatywnych źródeł dostaw dla ich klientów. W skrajnych wypadkach – być może opracowania nowych technologii.

Koncept górnictwa kosmicznego oferuje najprostsze rozwiązanie tych dylematów: nowe, zewnętrzne źródło rzadkich na Ziemi surowców. Operacja ich wydobycia, pomijając fakt odległości od naszej planety i warunki panujące w przestrzeni kosmicznej, byłaby prostsza z uwagi na odmienne rozmieszczenie złóż na asteroidach niż na plaentach. Surowce te nadto dostępne będą każdemu, kto zdoła jako pierwszy opracować technologię i uczynić przedsięwzięcie opłacalnym.

Kosmiczna gorączka złota

W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat znacząco zmieniło się nasze wyobrażenie o Układzie Słonecznym. Wzrastająca dokładność przyrządów prowadzi do ciągłego katalogowania nowych obiektów: nie tylko księżyców odległych planet zewnętrznych czy skalnych okruchów Pasa Kuipera, ale również planetoid, komet i meteoroidów w bezpośrednim sąsiedztwie Ziemi (czyli NEO – Near Earth Objects). Okazuje się, że w bezpośrednim ziemskie sąsiedztwie występują one całkiem licznie.

Ilustracja: ESA/P. Carril

Dowiadujemy się też coraz więcej o składzie i budowie NEO. Na niektóre z nich wysłano misje zrobotyzowane. Powstają nawet serwisy internetowe w rodzaju Asterank, na których zamieszcza się orientacyjną wartość danego obiektu na podstawie szacunków znajdujących się na nim złóż. Nic tak nie przemawia do wyobraźni, jak wizja zdobycia niezależności surowcowej i niewyobrażalnych pieniędzy zaklętych niemal w zasięgu ręki.

Skarby te podzielić można na kilka głównych kategorii: deficytowe surowce potencjalnie transportowane na Ziemię (iryd, osm, pallad, platyna, ren, rod, ruten, wolfram itd.), surowce przydatne w rozbudowie infrastruktury kosmicznej (m. in. tytan, żelazo, kobalt, mangan, molibden, nikiel), substancje niezbędne w systemach podtrzymywania życia (woda i tlen) oraz te służące produkcji paliwa rakietowego (jak wodór, tlen czy amoniak). Lista ta nie jest oczywiście kompletna i ma jedynie na celu dać pewne wyobrażenie o skali możliwości i różnorodności kosmicznego górnictwa.

W perspektywie kolonizacji innych ciał niebieskich, zapowiadanej tak przez agendy państwowe, jak i podmioty komercyjne, możność pozyskiwania surowców z przestrzeni kosmicznej byłaby bezcenna. Każdorazowe pokonywanie ziemskiej studni grawitacyjnej na zasadzie dostaw rosnących w miarę potrzeb i rozrostu kolonii zwyczajnie się nie opłaca – nawet przy obniżeniu kosztów lotów, nad którym intensywnie pracują największe firmy sektora. Rozwój kosmicznego górnictwa jawi się więc jako dziejowa konieczność.

Polityczna gra o pozaziemskie surowce

Kto interesuje się górnictwem kosmicznym? Przede wszystkim ci, których natura nie obdarzyła złożami rzadkich surowców wystarczającymi do zaspokojenia potrzeb i ambicji oraz zachęcone skalą potencjalnych zysków podmioty prywatne. Sztandarowym przykładem pierwszego typu są Stany Zjednoczone, dla których ostatecznym celem programu kosmicznego jest ekspansja ludzkości w całym Układzie Słonecznym. Natychmiastowy zysk też w niczym by im – i chyba nikomu innemu – nie przeszkadzał. Amerykanie od lat dbają o zachowanie swobody działania, pozostając choćby poza reżimem układu księżycowego. W 2015 roku wprowadzili nawet w ustawodawstwie wewnętrznym wstępne regulacje dotyczące wydobycia pozaziemskiego i własności surowców. Innym przykładem jest Luksemburg, od lat inwestujący w dobrze rokujące finansowo projekty sektora kosmicznego. Japonia z kolei rozważa wydobycie na Księżycu.

Firmy formalnie zajmujące się kosmicznym górnictwem, jak wymienione wcześniej Planetary Resources czy Deep Space Industries, dopiero rozwijają technologię. Rozpoczęcie wydobycia wciąż stanowi dość daleką w ujęciu biznesowym perspektywę. Póki co, utrzymanie zapewniają im inne projekty, związane m. in. z monitorowaniem różnego rodzaju sygnałów komunikacji bezprzewodowej na LEO.

Ilustracja: Deep Space Industries

Są również niezadowoleni – ci, którzy na szybkim rozwoju kosmicznego górnictwa mają wiele do stracenia. Regularne dostawy różnych surowców spoza Ziemi całkowicie odmienią rynek, który w tej chwili stanowi dochodowe źródło ich utrzymania. Druga grupa wstrzymująca politycznie rozwój asteroid mining to te podmioty, które chciałyby zabezpieczyć swój udział w tym biznesie, ale z różnych względów nie mogą tego zrobić – na przykład nie stać ich na prowadzenie własnego programu. W interesie tych grup leży jak największe opóźnianie tego typu przedsięwzięć lub doprowadzenie do stworzenia korzystnego dla nich reżimu prawno-międzynarodowego.

Jak kończą się takie próby, najlepiej pokazuje historia międzynarodowego prawa kosmicznego. Mimo szumnej propagandy o pokojowym wykorzystaniu przestrzeni kosmicznej, o jego kształcie w praktyce zdecydowały dwa supermocarstwa, ówcześni monopoliści lotów orbitalnych – a satelity są dziś legalnie używane w celach wojskowych czy wręcz wojennych.

Podobnie rzecz miała się z orbitą geostacjonarną. Uboższe państwa równikowe rościły sobie do niej pretensje – nie w celu faktycznego jej wykorzystywania, a sprzedaży praw do slotów orbitalnych. Jedyną trwałą pozostałością po tej próbie są często używana przez Biuro ONZ do spraw Przestrzeni Kosmicznej fraza „z uwzględnieniem interesów krajów rozwijających się” oraz martwy zapis w konstytucji Kolumbii, która wciąż rości sobie prawa do wyłącznego rozporządzania fragmentem GEO położonym ponad jej terytorium. Gdy w grę wchodzą pieniądze i interesy strategiczne – a w górnictwie kosmicznym niewątpliwie mamy z tym do czynienia – na ogół kończy się zwycięstwem podmiotów silniejszych i bogatszych.

Problemy i wyzwania

Polityka to tylko jeden z problemów. Drugim – i póki co chyba istotniejszym – są pieniądze. O ile górnictwo kosmiczne stanowi potencjalną żyłę złota, o tyle dzisiejsza technologia, przede wszystkim rakietowa, jest zbyt niedoskonała i droga w eksploatacji w opłacalnej skali. Nie wiadomo, które z rozważanych rozwiązań technologicznych będzie najbardziej opłacalne w sprowadzaniu surowców na Ziemię. Rozruch operacji również kosztuje.

Jeśli komercjalizacja sektora rakietowego rzeczywiście doprowadzi wkrótce do obniżenia kosztów lotów kosmicznych, to już teraz należy projektować infrastrukturę wydobywczą, z czego doskonale zdają sobie sprawę także młodzi polscy inżynierowie. W najbliższych latach muszą się odbywać misje rozpoznawcze na konkretne obiekty upatrzone jako przyszłe kopalnie. Wbrew pozorom czas nagli. Największe zyski z przełomowej technologii osiąga się w pierwszym okresie po wprowadzeniu jej do użytku, nim konkurencja zdąży ją skopiować.

Ilustracja: Planetary Resources

Ciekawie wygląda w tym kontekście zapowiedziany niedawno przez Chiny projekt lotów na aż trzy planetoidy. Chińczycy o swoim programie kosmicznym mówią niewiele, ale trudno oczekiwać, by państwo mające aspiracje globalnego lidera eksploracji nie uwzględniało w planach kwestii kosmicznego górnictwa.

Skoro wszystko wskazuje na to, że kosmiczne górnictwo w takiej czy innej formie jest rzeczą nieuniknioną, należy też zastanowić się nad potencjalnymi skutkami dla kształtu światowej gospodarki, polityki i wręcz całej cywilizacji. Wizje science fiction przewidują m. in. ewentualne wyodrębnienie się nowych warstw społecznych: „górników” osiedlonych w koloniach i na stacjach oraz osób wykonujących dla nich różnego rodzaju usługi. Jaki status będą mieli ci ludzie? Pod czyją i na jakich zasadach znajdą się jurysdykcją? Jakiego górnictwo kosmiczne nie przybrałoby ostatecznie kształtu, już teraz stanowi interesujące pole dla analiz gospodarczych, politologicznych, socjologicznych, czy prawnych. A to dopiero wierzchołek góry lodowej.

Czytaj też: Polskie przedsiębiorstwa będą fedrować w kosmosie?

Katarzyna Stróż

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

30 komentarzy

TN Środa, 22 Marca 2017, 13:42
Surowce do kolonizacji/paliwa rakietowego? Piesn przyszlosci! Surowce sprowadzane na Ziemie? Brzmi fajnie, ale nie zapominajmy ze jak juz zaczniemy je masowo sprowadzac to przestana byc rzadkie i ich cena spadnie...
aaadi Środa, 22 Marca 2017, 13:03
Eksploatacja asteroid to wg mnie dużo sensowniejszy cel od lądowania na Marsie.
Aby to ruszyło przydałoby się mieć w użyciu technologię wynoszące ładunki na LEO taniej niż rakiety.
Osobiście bardzo kibicuję np projektowi Skylon firmy Reaction Engines.
W windę kosmiczną nie bardzo wierzę - kilkusetkilometrowa lina utrzymująca swój choćby swój własny ciężar wydaję mi się (niestety) czymś nierealnym.
Ciekawy jestem czy ktoś analizował wykonalność wyrzutni magnetycznej a la 'Luna to surowa pani' Roberta A. Heinleina?

Ściąganie tak pozyskanych zasobów na Ziemię się chyba mija z celem, może poza jakimiś rzadkimi pierwiastkami.
Myślę natomiast, że uruchomienie górnictwa pozaziemskiego umożliwi prawdziwą ekspansję poza Ziemię. Kolonia (stacja kosmiczna), która nie będzie potrzebowała zaopatrzenia z planety aby się rozbudowywać, naprawiać uszkodzenia czy pozyskiwać masę reakcyjną do napędu swoich pojazdów - to będzie COŚ.
Marek1 Środa, 22 Marca 2017, 11:11
Nie mamy pojęcia jak wygląda i co zawiera 60% powierzchni Ziemi, a wydajemy miliardy na mrzonki o kosmicznym górnictwie, zamiast opanować technologię eksploracji dna oceanów poniżej szelfu. Wiadomo już, że na ogromnych obszarach dna, poniżej 3000 m głębokości zalegają tzw. konkrecje z dużą zawartość manganu, żelaza, niklu, kobaltu, miedzi a także pierwiastków ziem rzadkich. Stanowią one perspektywiczne źródło surowców metalicznych. Rozmiar ich wynosi najczęściej od 1 do 15 cm, choć zdarzają się także osiągające masę 500 kg i rozmiary ponad 0,5 m
vbn Niedziela, 19 Marca 2017, 16:51
Póki co, jeszcze nie potrafimy wydobywać surowców z bardzo głębokiego dna morskiego własnej planety, a już marzy się nam kopalnia w kosmosie?
Afgan Sobota, 18 Marca 2017, 22:12
Sprowadzenie czegokolwiek na naszą planetę z wykorzystaniem klasycznej technologii rakietowej, jaką obecnie używamy będzie jeszcze długo nieopłacalne. Do zagadnienia musimy podejść inaczej, mniej konwencjonalnie. Dziwię się, że autor powyższej analizy nie ujął w niej bardzo obiecującej technologii, która jak się okazuje nawet przy obecnej wiedzy jest możliwa do zastosowania. Już jakiś czas temu znalazłem opracowania na temat tak zwanej "kosmicznej windy". Brzmi to może szalenie, ale możemy zbudować windę do nieba i to dosłownie. W skrócie koncepcja polega na przechwyceniu asteroidy z bliskiego otoczenia Ziemi i umieszczeniu jej na orbicie geostacjonarnej. Im cięższa asteroida tym układ stabilniejszy. Po umieszczeniu tej asteroidy, można ją połączyć z zakotwiczeniem na powierzchni Ziemi systemem ultralekkich i wytrzymałych lin wykonanych na przykład z nanorurek węglowych powleczonych grafenem. Najlepszym miejscem zakotwiczenia jest podobno szczyt Kilimandżaro (prawie na równiku i stabilny geologicznie, a poza tym kilka kilometrów nad poziomem morza). Po systemie lin poruszałyby się powiedzmy wagony napędzane elektromagnesami, które transportowałyby urobek na Ziemię. Po wyeksploatowaniu takiej asteroidy byłaby ona jedynie obciążnikiem całego układu i mogłaby stać się przyczółkiem pod "zadokowanie" następnej asteroidy z surowcami i po jej wyeksploatowaniu czynność tą można by powtarzać w nieskończoność dokując kolejne asteroidy. Im większa masa "przeciwwagi" tym stabilniejszy byłby układ. System ten mógłby działać też w drugą stronę i pozwalałby na transport ładunków na orbitę znacznie taniej niż z użyciem kosztownych rakiet nośnych.
Wydaje się to szalone, i kiedy pierwszy raz o tym przeczytałem uznałem to za coś w rodzaju prima aprilis, jednak zainteresowałem się zagadnieniem i zacząłem drążyć temat. Okazuje się że astrofizycy uważają to rozwiązanie za w pełni funkcjonalne i możliwe do realizacji już dzisiaj. Jedyne co stoi na przeszkodzie to olbrzymie koszta, które jednak za kilka lat zaczęłyby się już zwracać, a w ostatecznym rozrachunku inwestycja mogłaby się zwrócić niemal stukrotnie. Na prawdę interesująca koncepcja.
Sceptykom radzę wpisać w wyszukiwarkę "kosmiczna winda" i przeczytać trochę fachowej literatury, zanim zaczniecie wylewać pomyje w odpowiedziach na mój komentarz......
Inżynier na emeryturze Poniedziałek, 20 Marca 2017, 11:34
Kosmiczna winda, to bardzo ciekawy pomysł, też o tym czytałem, więc cieszę się, że ktoś poruszył ten temat. Jak pan słusznie zauważył, transport taką windą, kosztował by mniej niż loty rakiet, więc ten pomysł jest bardzo interesujący, nawet jeśli dziś jest technicznie niewykonalny, to w niedalekiej przyszłości kto wie. Napisał pan mądry i ciekawy komentarz, muszę przyznać, że często pisze pan ciekawe posty, w których przedstawia pan interesujące strategie wojskowe, więc jestem pełen podziwu, i jednocześnie chciałem powiedzieć, żeby nie przejmował pan się tymi internautami, co potrafią tylko obrażać i stosują agresywne i niekulturalne nicki. Pozdrawiam
Bolek Poniedziałek, 20 Marca 2017, 11:16
Już wylewam pomyje :))...musisz wiedzieć ( na pewno wiesz ;) że taka winda musi posiadać bardzo długie liny, którym w atmosferze ziemi nic nie grozi, ale już w kosmosie, będą one narażone na uderzenia mikro meteorytow, co może spowodować zerwanie się liny i był by problem ( na pewno o tym czytałeś ) więc cały ten pomysł z tą windą, jest dzisiaj nierealny. Może w dalekiej przyszłości, kiedy będą lasery, do niszczenia takich małych meteorow, taka winda będzie miała szansę powodzenia. Pomijam oczywiście fakt, że obecnie nie ma materiałów tak wytrzymałych, aby w ogóle zabierać się za budowę takich długich lin, więc sam widzisz...
Pulsar Niedziela, 19 Marca 2017, 14:42
Musisz wziąć pod uwagę, że nie ma obecnie materiału zdolnego wytrzymać naprężenia na takiej długości, nanonurki mogą być zastosowane przy krótkich linach a nie takich długich. Żaden materiał obecnie znany czyli Diament, Grafen itp nie spełnia takich wymagań, więc ta winda, to pieśń przyszłości, a nawet można powiedzieć coś z pogranicza fantastyki naukowej. Wiem że cały pomysł wygląda ciekawie, ale technicznie jest jak na razie niewykonalny i tak twierdzi większość inżynierów na świecie, więc chyba nie ma sensu zawracać sobie głowy czymś co jest nierealne przynajmniej w obecnych czasach.
Afgan Poniedziałek, 20 Marca 2017, 17:53
Rozwój nanotechnologii zapewnia nam dostęp do coraz lepszych materiałów i na upartego pomysł jest już wykonalny. Japonia planuje budowę takiego systemu około roku 2030 i są to deklaracje całkiem poważne.
Radwan Niedziela, 19 Marca 2017, 13:33
Ok Afgan, ale co będzie jak poplątaja się te liny w skutek obrotu ziemi, albo zerwie je znajdujący się na ich drodze księżyc czy też inny obiekt np meteoryt ?...pomyślałeś o tym ?
Afgan Poniedziałek, 20 Marca 2017, 17:47
1. Nic się nie popląta od obrotu Ziemi, bo obiekt znajdujący się na orbicie geostacjonarnej cały czas "wisi" nad tym samym punktem i nie ma możliwości poplątania.
2. Księżyc jest znacznie dalej, więc nie stanowi problemu.
3. Meteoryty i kosmiczny złom to faktycznie problem, co prawda ryzyko kolizji jest niewielkie, ale faktycznie istnieje.
Ponda Baba Niedziela, 19 Marca 2017, 11:44
Koncepcja dobrze znana od ponad 100 lat, tak jak prosta w teorii szalenie trudna do zrealizowania w praktyce.
tomahouk Sobota, 18 Marca 2017, 21:43
Coś ten wyścig nie teges. Przed chwilą Trump wykreślił z budżetu NASA przechwycenie asteroidy na orbitę księżycową. A to byłby pierwszy realny krok ku kosmicznemu górnictwu. Reszta jak na razie nic konkretnego ...Same plany, zadęte nazwy firm które nie wydobyły w kosmosie nawet garści pyłu skądkolwiek. Ale artykuł fajny.
Rzeczywistość Sobota, 18 Marca 2017, 21:13
W naszej galaktyce jest 400 000 000 000 gwiazd ( jak slonce) na dzien dzisiejszy doliczylismy sie 200 000 000 000 galaktyk... w sasiedztwie ziemi krazy asteroida cala z platyny 4km na 1,7 km i wiele wiele innych. Ludzkość powinna sie zjednoczyć pod wspolnym rzadem i zacząć kolonizowac uklad sloneczny na poczatek.
Ponda Baba Niedziela, 19 Marca 2017, 11:41
Ilość gwiazd w Drodze Mlecznej szacuje się raczej na ok 200*10^9 z czego takich jak Słońce (typ G) jest ok 8%. Ilość galaktyk we wszechświecie szacuje się na co najmniej 2*10^12.
Oczywiście w kontekście jakiejkolwiek eksploracji możemy tylko mówić o Układzie Słonecznym.
Rzeczywistość Niedziela, 19 Marca 2017, 16:22
Przrciez to to samo jednakze Myli sie Pan jest 400 mld gwiazd w drodze mlecznej a galaktyk jest 200mld. Ludzkim okiem w pogodna noc czlowiek jest w stanie dostrzec jedynie 5tys gwiazd.
DSA Sobota, 18 Marca 2017, 19:34
kosmiczne górnictwo będzie miało sens tylko wtedy gdy będziemy przetwarzać surowce poza Ziemią. Sprowadzanie ich na powierzchnię Ziemi będzie raczej nieopłacalne. Czyli de facto kolejny etap eksploracji bo najpierw muszą być bazy np: na Księżycu czy Marsie, czy też orbitujące. Potem infrastruktura umożliwiające przerabianie tych surowców.

Na Ziemi jest tyle surowców wszelkiego rodzaju (z ropą naftową włącznie) że nie zabraknie ich przez setki albo i tysiące lat - pozostaje tylko kwestia ceny.
inżynier Sobota, 18 Marca 2017, 19:31
pieśń odległej przyszłości, na razie nie potrafią zbudować bazy na księżycu a to przecież kopalnia "złota"
Ponda Baba Niedziela, 19 Marca 2017, 18:30
Nie chodzi o potrafienie, bo jest to w zasięgu obecnej technologii ale o uzasadnienie ekonomiczne, którego obecnie brak.
Sebulba Sobota, 18 Marca 2017, 14:58
Zabawne są artykuły pisane przez kogoś kto nie ma pojęcia o czym pisze.
ruuu Niedziela, 19 Marca 2017, 9:57
jedno wydaje się być pewne: jakiekolwiek wizje zwłaszcza im bardziej szalone tym lepiej są niezbędne aby mocarstwa przeniosły walkę w Kosmos nie zaś w podbój Europy... Krym, Estonia, Polska, może nawet Holandia.. zrównane z ziemią... przez Iskandery i inne manewrujące przy "wojowniczej" postawie Maciarewicza i prezesa... ułani, szlachta und partyzany jak też kółka różańcowe, miesięcznice smoleńskie i zawłaszczanie Wawelu przez PISioków ku uciesze Putina
inna bulba Sobota, 18 Marca 2017, 21:37
Zabawne są również komentarze, pisane przez kogoś kto nie ma nic do powiedzenia w przedmiotowej sprawie :)
Bulbazaur Sobota, 18 Marca 2017, 18:58
Jaka jest stawka za jednolinijkowy komentarz?
Rubel Wtorek, 21 Marca 2017, 8:33
Jeden rubel za linijkę, więc się opłaca :))
adn Sobota, 18 Marca 2017, 13:35
Ciekawe podsumowanie tematu - w zasadzie przed nami nowy kosmiczny wyścigw którym znowu USA będzie z ręką w nocniku(patrząc po planowanym budzecie NASA).
Obym dozyl sprowadzenia na planetę pierwszej tony gruzu i produktów z jej udziałem
proboszcz Sobota, 18 Marca 2017, 20:22
Po przeczytaniu artykułu jakoś nie widzę by USA miało być ,,znowu'' z ręką w nocniku btw kiedy niby byli?Zresztą na razie to właśnie USA jaką jedyne państwo sprowadziło większą ilość (ponad 400 kg)jak to nazwałeś gruzu na naszą planetę.
adn Niedziela, 19 Marca 2017, 10:24
Uno - właśnie zabrali nasa budżet na przechwycenie kamyków.
Dwa - tylko ze ostatnie co przywiezli bylo w ktorych latach, 80tych? I nigdy nie opuściło laboratorium, a mówimy tu o wykorzystaniu przemyslowym znajdziek
nibiru Sobota, 18 Marca 2017, 13:30
Bardzo dobra analiza, od dawna szukałem czegoś podobnego w sieci. Ciekaw jestem jak kosmiczne górnictwo bedzie miało sie do odkrywania nowych czasteczek o ktorych jest teraz glosno za sprawa LHC.
NotWoj Sobota, 18 Marca 2017, 13:20
Bardzo ciekawy artykuł. Mam nadzieję, że nasza technologia rozwinie się na tyle, że pozyskiwanie surowców z asteroid czy bliskich planet stanie się możliwe i opłacalne. Żyjemy w niewątpliwie ciekawych czasach.
Krystian Sobota, 18 Marca 2017, 13:14
Bardzo ciekawy artykuł, przyjemnie się czyta kiedy widać, że autorka zna się na rzeczy.